9 rocznica katastrofy smoleńskiej

Okładka jednej z gazet

Dzisiaj obchodzimy dziewiątą rocznicę tragedii pod Smoleńskiem.

Dokładnie dziewięć lat temu prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią Kaczyńską, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych RP, pracownicy kancelarii prezydenta, duchowni, przedstawiciele ministerstw, instytucji społecznych i państwowych, osoby towarzyszące oraz załoga samolotu, zginęli w katastrofie lotniczej, lecąc z delegacją na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Była to druga pod względem liczby ofiar katastrofa w historii lotnictwa polskiego i największa pod względem liczby ofiar katastrofa w dziejach sił powietrznych RP. Katastrofy nie przeżyła żadna z osób obecnych na pokładzie.

In hora mortis
Jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy
póki nasi starsi bracia wędrują do ziemi

tam tajemne biją źródła tryskają strumienie
tam śmierć pada na kolana przed wiecznym istnieniem

tam zabici w ciemnym lesie modlą się za nami
tam powstańcy do Śródziemia idą kanałami

ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi
trzeba się owinąć w całun biały i czerwony

gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę
samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem

mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy
gnie się trzcina nadłamana tli się płomyk świecy

a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem

naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem
który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę

/Wojciech Wencel/

Tren smoleński

jest przejście w tamtym lesie – uchylone okno
przez które wyfruwali z piwnicy na światło
jakby ostry świst kuli zmieniał ich w aniołów
jakby im rosły skrzydła od jednego strzału

w prześwicie widać łąkę i czerwone maki
Polskę o której śnili której ani oko
ani ucho nie pozna – tylko ziarnko wiary
wrzucone tu przez okno kiedyś wyda owoc

w to przejście wpadli teraz jak żywe pochodnie
i płoną razem z nimi na wspólnym pogrzebie
jest przeciąg w tamtym lesie – wywiewa przez okno
samolot nawleczony na ucho igielne

/Szymon Babuchowski/

Niebo ogniem rozdarte

Mgła w płomieniach
Zła wiadomość z radia
Jak najostrzejszym ostrzem
W serce uderza
Smutek wybucha
I żal dławi
Powraca siedemdziesiąta
Katyniem, kat Smoleńsk –
Najwspanialsi Synowie i Córki
Twoi Polsko
Znów krzyżują ramiona swoje
bezwładnie
na ziemi nieludzkiej,
obcej,
a tak już znanej.
/Andrzej Brzezina Winiarski/

Ubierał wyższe sfery – Oscar de la Renta

Podobny obraz

Zawsze powtarzał, że miał szczęście w życiu. Ktoś na górze czuwał, żeby chłopak z Dominikany dotarł na sam szczyt. Gwoli prawdy: Oscar de la Renta miał szczęście, że urodził się w zamożnym domu (ojciec był właścicielem firmy ubezpieczeniowej), a rodzice przyjęli do wiadomości, że bardziej interesuje go moda niż przejęcie schedy po ojcu. Czytaj dalej

Wielkie pranie

Podobny obraz

Czyszczenie odzieży zabierało Polakom siłę i czas. Odrobinę wolności dała im dopiero Frania.

Duże, dwa dni trwające pranie, męczy niezmiernie, wpływa źle na zdrowie i wytrąca kobietę na dłuższy czas z normalnego trybu pracy – donosił w 1953 roku tygodnik „Kobieta i Życie”. O podziale obowiązków nie było wtedy mowy. Kobiety prały, a panowie mieli się co najwyżej miej brudzić. Zwłaszcza, że częste moczenie koszul bardzo je niszczyło. Jak o nie dbać, radziły Polkom koleżanki radzieckie. Ich zdaniem, do prania białej bielizny potrzeba 12 dag ustruganego mydła i pełne 3 łyżki proszku do prania na 15 litrów wody. Całość należy zagotować i do wrzących mydlin wrzucić brudną bieliznę. Gotowało się ją jak zupę, przez godzinę, od czasu do czasu unosząc pokrywę i mieszając. Potem ubrania oczyszczano przy pomocy tary, a następnie płukano. Do ostatniego etapu dodawano krochmalu i niebieskie farbki. By żelazko nie przyklejało się do materiału, wlewano trochę mleka. Pranie stało się łatwiejsze, gdy pojawiła się pierwsza elektryczna pralka wirnikowa, Frania. Początkowo produkowano ją w Zakładach Metalowych w Kielcach wraz z motocyklami. Ekskluzywne egzemplarze miały wyżymaczkę elektryczną, pompkę opróżniającą zbiornik i podgrzewacz. Do tych zwykłych trzeba było od razu wlewać wodę o pożądanej temperaturze. Potem wsypywano do niej proszki: Popularny, Mewa, Bielux, Pollena czy bis lub płatki do prania. Nadal popularne było szare mydło. Frania rządziła w polskich domach do lat 70. Dziś jest najbardziej znanym i popularnym urządzeniem AGD z czasów PRL.