Tragedia na stadionie w Bradford

Podobny obraz

Tego majowego dnia 1985 roku angielskie miasteczko Bradford miało powody do świętowania: miejscowa drużyna zapewniła sobie pierwszy od 1937 r. awans do II ligi. Został tylko ostatni mecz, z Lincoln City, ale nie miał on już znaczenia, bo Bradford wypracowało 11-punktową przewagę nad kolejnym zespołem w tabeli. 11 maja na miejskim stadionie w Valley Parade był nadkomplet widzów: przyszło ich 11 076. Tłok panował przede wszystkim na liczącej sobie aż 74 lata drewnianej trybunie głównej, z prymitywnym dachem pokrytym brezentem i asfaltem.

Mecz był nudny, ale kibicom nastroje dopisywały. Do 44. minuty nie padła bramka. I wtedy telewizyjny realizator zauważył, że na krańcu trybuny pojawił się niewielki ogień. Zapewne od niedopałka papierosa, który spadł przez prześwity w deskach na stertę gromadzących się pod nią od lat śmieci. Ludzie zaczęli przechodzić na tyły trybuny, część zeszła na boisko. Nie było jeszcze mowy o panice. „I nagle, może w ciągu dwóch minut, płonąć zaczęło wszystko. Pożar rozprzestrzenił się tak błyskawicznie, że nie było szansy ewakuować wszystkich ludzi” – wspominał jeden z fanów, David Pendelton. Na dodatek nie można było nic zrobić, bo władze klubu usunęły z obiektu gaśnice, w obawie, że zostaną wykorzystane przez chuliganów.

Bilans był tragiczny: zginęło 56 kibiców. Wśród nich m.in. prezes klubu, 86-letni Sam Firth i czterech członków rodziny Fletcherów (w tym 11-letni Andrew, najmłodsza ofiara katastrofy).

Źródło: Retro, Źródła zdjęć [1] [2]

9 rocznica katastrofy smoleńskiej

Okładka jednej z gazet

Dzisiaj obchodzimy dziewiątą rocznicę tragedii pod Smoleńskiem.

Dokładnie dziewięć lat temu prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią Kaczyńską, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych RP, pracownicy kancelarii prezydenta, duchowni, przedstawiciele ministerstw, instytucji społecznych i państwowych, osoby towarzyszące oraz załoga samolotu, zginęli w katastrofie lotniczej, lecąc z delegacją na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Była to druga pod względem liczby ofiar katastrofa w historii lotnictwa polskiego i największa pod względem liczby ofiar katastrofa w dziejach sił powietrznych RP. Katastrofy nie przeżyła żadna z osób obecnych na pokładzie.

In hora mortis
Jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy
póki nasi starsi bracia wędrują do ziemi

tam tajemne biją źródła tryskają strumienie
tam śmierć pada na kolana przed wiecznym istnieniem

tam zabici w ciemnym lesie modlą się za nami
tam powstańcy do Śródziemia idą kanałami

ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi
trzeba się owinąć w całun biały i czerwony

gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę
samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem

mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy
gnie się trzcina nadłamana tli się płomyk świecy

a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem

naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem
który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę

/Wojciech Wencel/

Tren smoleński

jest przejście w tamtym lesie – uchylone okno
przez które wyfruwali z piwnicy na światło
jakby ostry świst kuli zmieniał ich w aniołów
jakby im rosły skrzydła od jednego strzału

w prześwicie widać łąkę i czerwone maki
Polskę o której śnili której ani oko
ani ucho nie pozna – tylko ziarnko wiary
wrzucone tu przez okno kiedyś wyda owoc

w to przejście wpadli teraz jak żywe pochodnie
i płoną razem z nimi na wspólnym pogrzebie
jest przeciąg w tamtym lesie – wywiewa przez okno
samolot nawleczony na ucho igielne

/Szymon Babuchowski/

Niebo ogniem rozdarte

Mgła w płomieniach
Zła wiadomość z radia
Jak najostrzejszym ostrzem
W serce uderza
Smutek wybucha
I żal dławi
Powraca siedemdziesiąta
Katyniem, kat Smoleńsk –
Najwspanialsi Synowie i Córki
Twoi Polsko
Znów krzyżują ramiona swoje
bezwładnie
na ziemi nieludzkiej,
obcej,
a tak już znanej.
/Andrzej Brzezina Winiarski/

Dojrzewanie do świętości

Znalezione obrazy dla zapytania łucja franciszek i hiacynta

Kilkuletnim dzieciom z Fatimy Matka Boża ukazała piekło. Do głębi przerażone tą wizją, zgodziły się cierpieć za nawrócenie grzeszników.

Trzynastego lipca 1917 roku na zboczu Cova da Iria nieopodal wioski Fatima (ok. 130 km na północny wschód od Lizbony) przy skalnym, karłowatym dębie, tuż przed godziną 17 zebrał się tłum ludzi. Otaczali w milczeniu troje klęczących dzieci: 10-letnią Łucję Santos oraz 9-letniego Franciszka i 7-letnią Hiacyntę Marto, kuzynów Łucji. W Cova da Iria była pełnia lata. Tłum razem z dziećmi odmawiał różaniec. W pewnej chwili słońce pociemniało, rześki wiatr powiał po zboczu, a mała szara chmurka rozpostarła się nad drobnolistnym dębowym krzewem. Manuel Marto, ojciec Hiacynty i Franciszka, usłyszał nagle pobrzękiwanie podobne do brzęczenia much w pustym dzbanie. Nad drzewkiem znienacka zabłysło światło. Klęczące dzieci zaczęły uważnie wpatrywać się w świetlistą poświatę. Tłum rozmodlonych ludzi rzucił się na kolana i zaczął modlić. Czytaj dalej