Kochanek wymierzył jej sprawiedliwość – Maria Wisnowska

Maria Wisnowska (1860 – 1890) była pierwszą polską aktorką, która zaczęła pojawiać się na scenie w krótkich kostiumach, odsłaniających ręce i nogi. Robiła też wszystko, by pisano o niej na pierwszych stronach gazet. Raz nawet powiadomiła o swojej śmierci.

W 1883 roku napisała anonim do prasy: „Wisnowska wystrzałem z rewolweru życie sobie odebrała”. Plotka szybko obiegła Warszawę. Nabrał się m.in. Bolesław Prus. „To była narwana artystka” – mawiał. „Wtedy straciłem życzliwość do tej pięknej męczennicy!”.
1 lipca 1890 roku rozeszła się po Warszawie tym razem prawdziwa wiadomość, że aktorka została zamordowana w mieszkaniu przy ulicy Nowogrodzkiej 14. Gazety donosiły: „Artystka leżała na sofie w koszuli, twarz miała oblaną opiumem, którego flaszka stała obok na stoliku”, „Na lewej stronie piersi miała ranę od postrzału rewolwerowego wymierzonego w samo serce. Oprócz tego znaleziono list do matki, kartkę do dyrektora teatrów i bilet wizytowy”.

Początkowo sugerowano, że było to samobójstwo, ale wkrótce pod zarzutem zabójstwa aresztowano 22-letniego oficera pułku huzarskiego Aleksandra Bartenjewa. To w jego towarzystwie w ostatnim czasie najczęściej widywano aktorkę.

Zabójstwo polskiej aktorki przez rosyjskiego oficera odbiło się echem w całej Europie. W biografiach przypomniano, że Maria Wisnowska urodziła się w Warszawie, gdzie jej ojciec, który zmarł, gdy była jeszcze dzieckiem, miał sklep spożywczy. Pisano, że matka artystki z wielkim trudem zarabiała na jej wykształcenie. Dziewczyna uczyła się bowiem trzech języków: angielskiego, francuskiego i niemieckiego, grała na pianinie i śpiewała. Jako aktorka debiutowała w teatrach amatorskich we Lwowie. W 1880 roku wróciła do Warszawy i od razu stała się gwiazdą teatru Rozmaitości z najlepszą gażą 2 tys. rubli rocznie!

Głównym dowodem oskarżenia było zeznanie rotmistrza Lichaczowa, przełożonego Bartenjewa. Miał on usłyszeć od oficera: „Zabiłem Manię!”. Dowodem rzeczowym był bilet wizytowy Bartenjewa, znaleziony na miejscu tragedii, na którym artystka napisała po polsku: „Człowiek ten postąpił sprawiedliwie, zabijając mnie. Nie igra się z miłością (…)”.

Oskarżony oficer przed sądem wyznał, że poznali się w lutym 1889 roku i zakochali, chociaż aktorka miała wieli adoratorów. Na ślub z Polką nie zgodzili się jego rodzice. Para postanowiła więc, że wspólnie popełnią samobójstwo: najpierw on zastrzeli ukochaną, a potem siebie. Oskarżony w sądzie tłumaczył, że po zastrzeleniu narzeczonej wystraszył się i uciekł z miejsca zbrodni.

Bliscy Marii podważyli zeznania oficera. Jej matka Emilia Kicińska zeznała, że córka nie przyjęła oświadczyn oficera, więc groził, że popełni samobójstwo. Aktorka bała się, że skandal przerwie jej karierę, a planowała wyjazd do Anglii i Ameryki. Dlatego utrzymywała z nim kontakt listowny, konsekwentnie odwodząc go od zamiaru samobójstwa.

Sąd skazał Bartenjewa na 8 lat w obozie pracy na Syberii, ale dzięki wpływom rodziny oficer został ułaskawiony przez samego cara. Po kilku latach wrócił do Rosji europejskiej i osiadł w swoim rodzinnym majątku.

Matka wystawiła córce piękny nagrobek na warszawskich Powązkach. W latach 20. ubiegłego wieku przy grobie często widywano starszego nędznie ubranego mężczyznę. Nocował w pobliskim schronisku przy ulicy Dzikiej. Zmarł w 1932 roku. Okazał się uchodźcą z Rosji, miał przy sobie dokumenty na nazwisko Aleksandra Bartenjewa. Jego ostatnim życzeniem było umrzeć w Warszawie przy grobie ukochanej…

Zabójstwo warszawskiej gwiazdy

Obrazek

Maria Wisnowska Aleksander Barteniew

Martwa Maria Wisnowska

Nagrobek Wisnowskiej na Cmentarzu Powązkowskim

Źródło artykułu: Życie na gorąco. Autor: JA, Źródła zdjęć [1] [2] [3] [4] [5]

Jedna myśl nt. „Kochanek wymierzył jej sprawiedliwość – Maria Wisnowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *