Anna Jantar

„Córeczko moja kochana! Dzisiaj są twoje czwarte urodzinki, Niestety nie zdążę przyjechać na Twoje święto do domku, ale moje serce będzie z Twoim serduszkiem. Będziemy się Tobą cieszyć całe życie…” Ten list 3 marca 1980 roku Anna Jantar wysłała do swojej ukochanej córki Natalii z Nowego Jorku – po Stanach Zjednoczonych odbywała tournée. Dziesięć dni później wokalistka miała zarezerwowany lot do Polski. Kupiła jeszcze ubranka i zabawki dla małej Natalii, zrobiła sobie pamiątkową sesję w drodze na lotnisko Kennedy’ego. Ta podróż miała zmienić całe jej życie i karierę. Anna Jantar zdecydowała bowiem, że dla dobra rodziny zrezygnuje z kontraktu w klubie polonijnym w USA. „Zadzwoniła, żebym wyjechał po nią z Natalią i babcią. Ponieważ byłem na nią obrażony, powiedziałem oschle: – Dobrze, będę.- Gdybym wiedział, że to nasza ostatnia rozmowa, wszystko inne przestałoby się liczyć”, wspominał mąż gwiazdy Jarosław Kukulski. Z Nowego Jorku Anna Jantar wyleciała w piątek 13 marca z dwugodzinnym opóźnieniem. Podczas podejścia do lądowania na lotnisko Okęcie samolot LOT-u Ił-62 „Mikołaj Kopernik” rozbił się wskutek awarii silników. Zginęło 77 pasażerów i 10 członków załogi.

– Miałam wtedy zaledwie cztery lata. Pamiętam mamę bardziej dzięki zdjęciom, licznym materiałom radiowym i telewizyjnym niż własnym wspomnieniom. Bo te, z racji czasu, są mgliste – mówi Natalia Kukulska. – Wiem, że była kobietą niezależną, jak na tamte czasy, która oprócz wielu zalet miała też słabości. Dzięki poruszającym historiom opowiadanym przez ludzi, którzy ją znali naprawdę, nigdy nie traktowałam jej jako muzycznej legendy, tylko człowieka z krwi i kości.

O Annie Jantar jej ówcześni znajomi wypowiadają się wyłącznie w superlatywach. Miła, o łagodnym usposobieniu, zawsze uśmiechnięta. Perfekcjonistka w życiu i na scenie. Ale taka już była od najmłodszych lat. Rodzice artystki, Halina i Józej Szmeterlingowie, stworzyli swojej córce i jej bratu Romkowi dom pełny ciepła i miłości. Ania, w przeciwieństwie do brata, biegała za mamą, prosząc, by ta darowała jej nałożoną karę gdy broiła. Do skutku! Gdy udało jej się dopiąć swego… tańczyła i śpiewała z radości! Talent muzyczny i wokalny Ania przejawiała od wczesnego dzieciństwa. Gdy skończyła cztery lata, rodzice kupili jej fortepian. „Kształciłam się na pianistkę. Było to w moim rodzinnym mieście, Poznaniu. Ale z biegiem lat przekonałam się, że kariera pianistki jest po prostu fizycznie trudna. Trzeba mieć sporo siły, a ja nigdy nie zapowiadałam się na Herkulesa. Mam przy tym małą rękę, a dla pianistki jest to utrudnienie”, mówiła Jantar i mimo to koncertowała z Filharmonią Poznańską. Prawdziwym przeznaczeniem Anny było jednak śpiewanie. Kiedy razem z amatorskim zespołem Szafiry stawała na scenie w klubach studenckich, jej głos porywał tłumy. Ale dopiero angaż do grupy Waganci na zawsze odmienił jej życie prywatne i zawodowe. Powód? „Pamiętam jak wyjeżdżałam w 1969 roku w swoją pierwszą trasę koncertową z zespołem Waganci. Miałam 19 lat, a do autobusu odprowadzała mnie babcia. Zatroskana zwróciła się do budzącego w niej największe zaufanie chłopaka z prośbą o opiekę nade mną. Był nim Jarek. Jak się później okazało, prośbę babci przyjął na serio i dosłownie”, śmiała się później Jantar. Czym go ujęła? „Ania miała wszystko, co podoba mi się w kobiecie. Z jednej strony ciepła, serdeczna, otwarta, a z drugiej oczytana. Imponowała mi znajomością literatury i poezji”, zwierzył się kiedyś Kukulski. Kompozytor był nie tylko największą miłością Anny, lecz także autorem jej niezapomnianych hitów. Ich pierwszym przebojem było „Co ja w Tobie widziałam?”. W kwietniu 1971 roku para wzięła ślub, a Anna wkrótce potem rozpoczęła karierę solową. Choć przyjęła nazwisko męża, to na scenie występowała nadal pod pseudonimem Jantar.

Ania szybko stała się gwiazdą najważniejszych polskich festiwali i ulubienicą publiczności. Jej piosenki wielokrotnie zdobywały tytuły przeboju lata czy szlagieru roku. Ci, którzy z nią współpracowali, wspominają, że wokalistka najbardziej stresowała się nie samym występem, ale tym, że może się potknąć o kable! Dbała o każdy szczegół – jej stroje były dopracowane do perfekcji i nigdy nie pokazywała się bez makijażu, nawet znajomym. Dopełnieniem szczęścia była dla Anny informacja, że zostanie mamą. Niestety, nie odbyło się bez komplikacji – istniało ryzyko poronienia. Chociaż piosenkarka bardzo źle znosiła ciążę, 3 marca 1976 roku szczęśliwie urodziła córeczkę Natalię. „Macierzyństwo to coś niesamowitego. Nie masz pojęcia, jak wspaniale jest urodzić dziecko. To jakiś cud zmieniający wszystko, to coś małego i bardzo żywego, wrzeszczącego jest nierozerwalnie moje, najukochańsze, najważniejsze…”, pisała Anna Jantar, w liście do jednej z przyjaciółek.

Żeby być blisko dziecka, na kilka miesięcy zrezygnowała z koncertowania. Po powrocie na scenę Anna rozpoczęła owocną współpracę z topowymi w tych czasach zespołami rockowymi – Perfect i Budka Suflera. Z tym ostatnim nagrała swój ostatni wielki hit, do dziś często grany przez stacje radiowe – „Nic nie może wiecznie trwać”. Kiedy występowała w klubach polonijnych w Stanach Zjednoczonych, małą Natalią opiekowała się mama wokalistki. „Ania pisała osobne listy do mnie i do Natalki. Pełne tęsknoty i miłości. Kiedy mogła, dzwoniła i przyjeżdżała z pięknymi podarunkami dla córki”, mówi Halina Szmeterling. Nie jest tajemnicą, że małżeństwo Anny z Jarosławem Kukulskim przechodziło kryzys. „Chciałem, by uświadomiła sobie, czy kocha mnie naprawdę”, wyznał mąż gwiazdy.

Ostatni koncert Anny Jantar w USA jej wielbiciele zarejestrowali tylko na amatorskiej taśmie. Wokalistka jednocześnie wita i żegna się z publicznością. Występ rozpoczyna piosenką „Żeby szczęśliwym być”. Stojąc na scenie, ma już pewność, że jej szczęściem jest rodzina: mąż i ukochana córka. Nie wie tylko, że nie będzie jej dane więcej tego szczęścia zaznać.

Źródło: Magdalena Jabłońska – Borowik Party 16 marca 2015 Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *