Zakochana w miłości – 7 rocznica śmierci Elizabeth Taylor

Ilustracja

Na pewno nie była ikoną stylu. Tapirowała włosy, nosiła okropne marynarki z watowatymi ramionami i obwieszała się diamentami. „Duże dziewczyny potrzebują dużych diamentów” – mówiła. „Wiem, że jestem wulgarna, ale czy chcielibyście innej mnie?” – dodawała. Nie zgrywała damy, bluźniła, kochała jedzenie i lubiła się napić. Konsumowała życie, mężczyzn, biżuterię, świat. Dała publiczności wszystko, czego ta chciała od ostatniej prawdziwej gwiazdy – ekscytację i dramat, brylanty i plotki.

Była ostatnią z wielkich gwiazd w historii kina. Ale życiowej roli ni zagrała wcale przed kamerą.

W swoim ulubionym klubie The Abbey w West Hollywood pojawiała się nawet wtedy, gdy była już ciężko chora. Przykuta do wózka jak zwykle krążyła od stolika do stolika. Krzykliwie ubrana, obwieszona biżuterią, z koralową szminką na ustach i w ulubionych kowbojkach flirtowała z gośćmi, a tych, którzy wpadli jej w oko, zapraszała do swojego stolika.

Uwielbiała, gdy coś się wokół działo, żywiołowość The Abbey działała na nią odświeżająco. Ostatni raz była tu 11 września 2008 roku – miała 76 lat. Już wtedy nie piła – ani szotów tequili, ani arbuzowego czy jabłkowego martini, które uwielbiała – ale dobry humor jej nie opuszczał. Właściciel The Abbey David Cooley był jej przyjacielem. Gdy w pewne Halloween w lokalu było za dużo ludzi, dzwonił do niej, by odradzić jej przyjazd, bo było to zbyt niebezpieczne dla gwiazdy. „Poza tym jest tu już sześć Elizabeth Taylor” – zakończył rozmowę telefoniczną. I nie było w tym przesady. Goście przychodzili do The Abbey przebrani za Kleopatrę, Maggie z „Kotki na gorącym, blaszanym dachu”, a nawet za Marthę z „Kto się boi Virginii Woolf”. The Abbey jest znanym gejowskim klubem, a słynące ze swoich siedmiu mężów Elizabeth Taylor była prawdziwą gejowską ikoną.

Zapracowała na to miano jednak nie rolami filmowymi, z których wszyscy ją znają, ale swoją ostatnią wielką kreacją – Joanny D’Arc AIDS.

Kiedy na przełomie lat 70. i 80. W Południowej Kalifornii na tajemniczą chorobę zaczęli umierać homoseksualiści, nikt oprócz lekarzy nie zwrócił na to uwagi. 5 czerwca 1981 r. federalne Centers for Disease Control and Prevention w swoim cotygodniowym biuletynie ogłosiły nietypowe ognisko zachorowań na zapalenie płuc i liczne infekcje grzybicze u pięciu homoseksualnych mężczyzn w Los Angeles. W ciągu kolejnych miesięcy ogniska pojawiły się w całym kraju.

Dla nowej, zbierającej śmiertelne żniwo choroby zaproponowano nazwę GRID (Zespół niedoboru odporności gejów). Naukowcy szybko zorientowali się, że chorują nie tylko homoseksualiści, ale także chorzy na hemofilię, narkomani obu płci i partnerki chorych, więc chorobę nazwano neutralnie i bardziej dokładnie – AIDS (ang. Acquired Immune Deficiency Syndrome – zespół nabytego niedoboru odporności). Wieść o gejowskiej zarazie poszła jednak w świat. Purytańska Ameryka uznała AIDS za karę za grzechy. Nikt nie zamierzał przejmować się chorymi, którzy sami byli sobie winni. Od wielu odwróciły się rodziny, a tchórzliwi politycy uznali AIDS za problem ludzi z marginesu. Zmieniło to błahe z pozoru wydarzenie.

21 lipca 1985 roku w holu paryskiego hotelu Ritz Rock Hudson, symbol męskości uwodzący na ekranach najpiękniejsze aktorki, stracił przytomność na oczach innych gości. Cztery dni później jego rzecznik prasowy poinformował, że aktor choruje na AIDS.

Dla wielu to był szok – ideał mężczyzny i gejowska zaraza? Jeszcze większym szokiem było jednak to, co się stało, gdy Hudsona przewieziono z Paryża do szpitala UCLA Medical Center w Los Angeles – tego samego, w którym w 1981 r. potwierdzono pierwszy przypadek choroby nazwanej później AIDS. Oto przy łóżku zarażonego paskudną gejowską chorobą aktora pojawiła się w całej swojej krasie obwieszona biżuterią i natapirowana Elizabeth Taylor.

Znalezione obrazy dla zapytania rock hudson and elizabeth taylor

Elizabeth i Rock

Zanim weszła na salę, wypytała opiekującego się Hudsonem lekarza i odkrywcę AIDS Michaela Gottlieba o to, czy może się zakazić, przytulając i całując pacjenta, i czy jest coś, co może dla niego zrobić. Gottlieb wyjaśnił, że zwyczajny kontakt jest bezpieczny i że jedyne, co może zrobić, to po prostu z Hudsonem być. Aktorka weszła więc do Sali, uściskała starego przyjaciela i pocałowała w policzek, po czym usiadła na jego łóżku i zaczęła z nim rozmawiać. Wspominała potem, że Hudson zupełnie siebie nie przypominał – był potwornie wychudzony, ale wciąż próbował żartować.

Elizabeth odwiedzała go regularnie aż do jego śmierci w październiku, zaledwie trzy miesiące po ujawnieniu diagnozy. Gwiazda, która od dawna nie grała już w filmach i akurat nie miała na głowie żadnego męża, znalazła sprawę, której mogła się poświęcić.

Elizabeth od małego tresowana była na gwiazdę – jako dwulatka trafiła na lekcje baletu, śpiewu i gry na fortepianie. To pomysł jej matki Sary Sothern, która przed ślubem z marszandem Francisem Taylorem była aktorką teatralną. Ona kariery nie zrobiła, jej córce – urodzonej z wadą genetyczną, która spowodowała, że mała miała niezwykle gęste włosy i podwójne rzęsy rzęs – miało się udać. Lizzy poszła do szkoły Montessori, ale szybko musiała ją opuścić. Bojąc się nadciągającej wojny, rodzina Taylorów z Londynu, w którym w 1932 r. urodziła się dziewczynka, przeniosła się do Kalifornii.

Znalezione obrazy dla zapytania little elizabeth taylor

Podobny obraz
W fabryce snów Sara co chwila spotykała ludzi, którzy namawiali ją, by przysłała na zdjęcia próbne do filmu swoją małą córkę. Śliczną jak z obrazka, a do tego obdarzoną niezwykłymi, fiołkowymi oczami i porcelanową cerą. Mama Taylor postanowiła wypromować swoją córkę jako młodszą wersję Vivien Leigh będące wówczas u szczytu popularności gwiazdy „Przeminęło z wiatrem”. Lizzy zadebiutowała na ekranie małą rólką w „There’s One Born Every Minute”. Furory jednak nie zrobiła. Dostała drugą szansę, ponoć dzięki znajomym ojca, którym miał romans z kostiumografem wytwórni MGM. „Lassie wróć” była już sukcesem, Lizzy mogła więc myśleć poważnie o aktorskiej karierze. W końcu za sprawą występu w „Wielkiej nagrodzie”, piątym filmie w jej karierze, została gwiazdą i podpisała wieloletni kontrakt ze studiem Metro-Goldwyn-Mayer.

Jej matka była zachwycona, ale w latach 40. kontrakt z wielkim studiem oznaczał, że aktor stawał się jego własnością. I tak Lizzy, a potem Elizabeth, stała się własnością MGM. Studio pilnowało, by chodziła do szkoły, choć odbywało się to raczej na pokaz. Na rozdaniu świadectw maturalnych w Liceum Uniwersyteckim w Los Angeles uczniowie byli bardzo zdziwieni, widząc swoją „koleżankę” pozującą do zdjęć fotografom, oczywiście z MGM. Studio wybierało dla niej filmy. Studio decydowało, z kim i dokąd ma iść. Studio wydawało książki o niej i jej zwierzętach oraz kolorowanki z bohaterami na niej wzorowanymi.

Znalezione obrazy dla zapytania roddy mcdowall and elizabeth taylor

Elizabeth i Roddy McDowall

Rock Hudson nie był pierwszym bliskim przyjacielem Taylor, który przez całe życie ukrywał przed światem swój homoseksualizm. Hollywood, w którym znalazła się jako dziewięciolatka, współtworzyli geje. Otaczali ją więc od dziecka. Na planie „Lassie wróć” zaprzyjaźniła się z Roddym McDowallem, starszym o cztery lata dziecięcym gwiazdorem, który zmagał się ze swoim homoseksualizmem. W 1949 r. na planie filmu „Miejsce pod słońcem” 18-letnia Elizabeth zagrała u boku zabójczo przystojnego Montgomery’ego Clifta. Prasa spekulowała, że tak piękna para może stanąć na ślubnym kobiercu, ale nawet niemająca zbyt wiele doświadczenia z mężczyznami Elizabeth wiedziała, że to niemożliwe. Clift także wolał mężczyzn.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and Montgomery Clift

Elizabeth i Montgomery Clift

W fabryce snów można było być homoseksualistą tak długo, jak długo się o tym nie mówiło i nie dało się przyłapać. Jak wielu aktorów Clift miewał oczywiście romanse z kobietami, ale wiele z nich odbywało się na pokaz. Zresztą w świecie, w którym homoseksualiści obu płci pobierali się, by mieć spokój (nazywano to „lawendowymi małżeństwami”), nikogo to nie dziwiło. Taylor jednak nie była zdobyczą Clifta na pokaz. Nie uwodził jej, nie czarował. Przy nim czuła się bezpieczna. Oboje mogli być sobą. Połączyła ich przyjaźń na całe życie.

Przyjaźń ta znosiła różne próby. Kiedyś Taylor uratowała Cliftowi życie – wyjeżdżając po pijanemu z przyjęcia w jej domu, rozbił samochód, Elizabeth dobiegła do niego i wyciągnęła mu z gardła wybite zęby, odblokowując tchawicę. A potem przegoniła fotografów, którzy chcieli zrobić zdjęcia pokiereszowanemu i pokrwawionemu aktorowi. Innym razem, gdy wpadł w alkoholizm i nikt nie chciał go ubezpieczyć, co zamykało mu drogę na plan filmowy, wyłożyła 1 mln dolarów z własnych pieniędzy. Clift jednak umarł, nim ruszyły zdjęcia. Miał zaledwie 45 lat.

Rock Hudson, równie przystojny i skryty, pojawił się u boku Taylor w filmie „Olbrzym” z 1956 roku. Podobno połączyła ich słabość do czekoladowego martini.

Bliskie, intymne wręcz, przyjaźnie z homoseksualistami dla wielbionej i pożądanej Taylor stają się jedyną drogą, by poczuć się swobodnie w towarzystwie mężczyzn. Geje niczego od niej nie chcieli. Inni mężczyźni z Hollywood chcieli wszystkiego. „Przypomnijcie mi, żebym pojawił się w okolicy, jak ona dorośnie” – stwierdził Orson Welles na widok dziesięcioletniej Taylor na planie „Jane Eyre”. Ten komentarz, tylko częściowo żartobliwy, jest przypomnieniem, że w Hollywood drapieżniki zawsze czyhały na łatwą zdobycz. Studia filmowe przyjmowały całe tabuny ślicznych, młodych dziewcząt, które znikały równie szybo, jak się pojawiały – wykorzystane, wypalone i przeżute.

W przeciwieństwie do innych dziecięcych gwiazd Taylor udało się przejść do dorosłych ról właściwie bezboleśnie. Nie mogła zresztą długo grać nastolatek – nie pozwalały na to jej wydatne kobiece kształty, których nie dało się ukryć pod żadnym kostiumem. Później powiedziała, że jako 16-latka była dziewczyną w ciele kobiety. Wydawała się nad wiek poważna, rozumiejąca. Pierwszy raz całowała się na ekranie jako 15-latka w filmie „Cynthia”. Jako 18-latka wyszła na ekranie za mąż w komedii „Ojciec panny młodej” ze Spencerem Tracym.

W kolorowych magazynach jej życie wyglądało pięknie, ale tak naprawdę Lizzy była samotna.

Lekarstwem na samotność miał być mąż. 6 maja 1950 r. Elizabeth Taylor po raz pierwszy stanęła na ślubnym kobiercu. Wybranka zaakceptowało studio (mama też miała coś do powiedzenia). Panem młodym był Nicky Hilton, przystojny i bajecznie bogaty spadkobierca fortuny hotelarskiej. Na palcu Elizabeth zalśnił zaręczynowy diament za 10 tys. dol., kościół udekorowany przez dział scenograficzny wytwórni MGM zapełniły związane ze studiem gwiazdy. Taylor zdawała się tym nie przejmować – małżeństwo oznaczało uwolnienie się od matki, trwało jednak niewiele dłużej niż podróż poślubna do Europy. Nicky okazał się pijakiem, hazardzistą, uwodzicielem i do tego damskim bokserem. Po ośmiu miesiącach małżeństwo skończyło się rozwodem.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and Nicky Hilton

Elizabeth i Nicky Hilton

Ale Elizabeth Taylor zakosztowała już dorosłego życia. Zakosztował też miłości. Jak mówiła potem jej konkurentka, a następnie przyjaciółka Jackie Collins: „Elizabeth była zakochana w miłości”. Była jednak kobietą z zasadami – dlatego przez nią było siedem kolejnych ślubów. Odsądzana od czci i wiary, potępiona nawet przez papieża Taylor zawsze poślubiała swoich kochanków. Niewiele kobiet może to o sobie powiedzieć.

Opowieści o jej życiu prywatnym przez lata karmiły kolorową prasę i podsycały legendę kobiety. Drugiemu mężowi, brytyjskiemu aktorowi Wildingowi, Elizabeth urodziła dwóch synów – Michaela i Christophera. Starszy o 20 lat mąż nie zapewnił jej spokoju, którego pragnęła – nie znosił być mężem swojej żony, smutki zagłuszał w ramionach innych kobiet.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and michael wilding

Elizabeth i Michael Wilding

Natychmiast po rozwodzie z nim Taylor wzięła ślub ze starszym o 23 lata producentem teatralnym i filmowym Mikiem Toddem. To on jako pierwszy obsypał ją biżuterią – od sprezentowanej przez niego kolii Cartiera z rubinami i brylantami zaczęła się jej imponująca, licząca ponad ćwierć tysiąca przedmiotów kolekcja. Czas z Toddem wspominała później jako jeden z najszczęśliwszych w swoim życiu – miała rozpieszczającego ją męża, dla którego przeszła na judaizm, troje ślicznych dzieci, a na dodatek dostała pierwszą nominację do Oscara za występ w filmie „W poszukiwaniu deszczowego drzewa” u boku Clifta.

Podobny obraz

Elizabeth i Mike Todd

W 1958 r. grała z Paulem Newmanem w „Kotce na gorącym blaszanym dachu”. Szefowie studia specjalnie kupili kolorową taśmę filmową, bo mając dwie pary najsłynniejszych oczu w historii kina – fiołkowe, ocienione podwójnymi rzęsami oczy Taylor i hipnotyzujące niebieskie oczy Newmana – grzech było kręcić w czerni i bieli. To na planie tego filmu dotarła do niej druzgocąca wiadomość – Todd zginął w wypadku samolotu nazwanego jej imieniem. W wieku 26 lat Elizabeth Taylor została wdową.

Ale nie był to stan, w którym chciała pozostać. Na pocieszyciela wybrała sobie piosenkarza Eddiego Fishera, męża uwielbianej przez Amerykanów aktorki Debbie Reynolds oraz ojca dwójki małych dzieci. Pierwszy raz w życiu Taylor została wtedy czarnym charakterem. Gazety rozpisywały się o niszczycielce rodzinnego szczęścia, ludzie na ulicy potrafili zwyzywać ją od suk i bezwstydnic. „Cóż, Mike, jest martwy, a ja żyję. Czego ode mnie oczekujecie? Że będę spała sama?” – pytała retorycznie przed ślubem. Związek zawarty w żałobie nie był jednak udany. Todd był miłością jej życia, Fisher nie mógł go zastąpić.

W 1961 r. miała już dwie nominacje do Oscara (za „Kotkę…” i „Nagle, ostatniego lata”) oraz pierwsza statuetkę – za rolę prostytutki w „Butterfield 8”. Nagroda nie przyniosła jej jednak satysfakcji – dostała ją za rolę, której nie chciała, w filmie, którego nie znosiła. Taylor wiedziała, że wytwórnia, wybierając taką, a nie inną bohaterkę dla niej, chce wykorzystać jej kłopoty sercowe do promocji filmu, ale nie mogła odmówić – miała podpisany kontrakt.

Samego Oscara dostała zaś z litości – kilka miesięcy wcześniej na planie „Kleopatry” kręconej początkowo w Londynie zapadła na ciężkie zapalenie płuc. Dwukrotnie wylądowała w szpitalu o za drugim razem została nawet uznana za zmarłą, a w angielskiej prasie zdążyły się ukazać nekrologi. Gdy odbierała statuetkę, na jej szyi wyraźnie widać było bliznę po tracheotomii, która uratowała jej wtedy życie. „Z tracheotomią nie miałam szans” – skomentowała Shirley MacLane, która przegrała z Taylor.

Znalezione obrazy dla zapytania cleopatra elizabeth

Na osłodę został Taylor największy zawodowy triumf – za rolę Kleopatry dostała okrągły milion dolarów, pierwszy historii kina tak lukratywny kontrakt dla aktorki – oraz nowa miłość. Podczas kręcenia dalszego ciągu „Kleopatry” w Rzymie, poznała obsadzonego w roli Marka Antoniusza legendarnego walijskiego aktora Richarda Burtona. Skacowanemu specjaliście od ról szekspirowskich tak trzęsły się ręce, że nie mógł nawet napić się kawy. Taylor podniosła więc jego filiżankę i go napoiła. Zanim naczynie było puste, już była zakochana.

Gazety znów miały używanie, podobnie jak rozmaite świętoszki wykrzykujące obelgi pod adresem Taylor. Głos w sprawie ich romansu zabrał nawet papież Jan XXIII: „Lubimy nazywać Rzym świętym miastem. Niech Bóg broni, by zaczęło być nazywane miastem rozpusty”.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and richard burton

Elizabeth i Richard Burton

Taylor po latach przyznała, że w rzeczywistości jak na standardy wczesnych lat 60. złamała trochę za dużo zasad, ale nie zamierzała rezygnować z miłości, „która była czysta”. Gdy tylko uzyskała rozwód (Barton swój załatwił wcześniej), odbył się ślub. Kolejne 12 lat ich wspólnego życia to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, kłótnie, bójki, wielkie powroty, a także oszałamiające klejnoty – 33-karatowy diament Kruppa, prawie 70-karatowy diament Tylor-Burton i 50-karatowa perła La Peregrina, prywatne samoloty, jachty i domy. Dolce vita na poziomie wcześniej niespotykanym – Taylor i Burton wydali ponad 35 mln dolarów.

Zagrali razem w 11 filmach, ale tylko jeden zostanie w historii kina – „Kto się boi Virginii Woolf?”, do którego Taylor przytyła i w którym, jak mówili złościli, nie gra, tylko jest sobą – zaczepną, wredną żoną męża nieudacznika. Burton co prawda nieudacznikiem nie był, ale za występ w tym filmie Oscara w 1967 r. dostała tylko ona. Rozwiedli się w 1974 r., a w 1975 znów się pobrali, by dziewięć miesięcy później ponownie się rozwieść. Tym razem na dobre.

Podobny obraz

Wybrankiem nr 6 (a mężem nr 7) gwiazdy został republikański polityk z Wirginii John Warner, który pragnął zostać senatorem. Taylor pomogła mu zdobyć wymarzony mandat. Po czym odkryła, że ma na świecie nic nudniejszego niż bycie żoną polityka – on był w Waszyngtonie, ona przebywała na ranczu w Wirginii. Nie mając nic lepszego do roboty, jadła. A jeśli nie jadła, to piła – zwyczaj, który został jej po małżeństwie z Burtonem.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and John Warner

Elizabeth i John Warner

Alkohol w połączeniu z mocnymi lekami przeciwbólowymi, które łykała od dziecka (od czasu, gdy jako 12-latka spadła z konia i uszkodziła kręgosłup na planie filmu „Wielka ucieczka”), oraz obżarstwo zrobiły swoje – Elizabeth Taylor, bogini Hollywood, kobieta z męskich marzeń, nieprawdopodobnie się roztyła. Komiczka Joan Rivers zaczęła z niej publicznie żartować, mówić np. że Taylor ma więcej podbródków niż chińska książka telefoniczna stron. Robiła to ze złośliwości, ale też z troskę o aktorkę i z przerażenia. „Bo jeśli najlepsza z nas może się zapuścić, to jakie my, zwykłe kobiety, mamy szanse?” – pytała.

Aktorka tym się jednak absolutnie nie przejęła. Była przecież Elizabeth Taylor. Ale jako „najbardziej samotny człowiek na planecie”, jak o sobie mówiła, zapadła na depresję. Odrzuciła rolę Alexis w „Dynastii”, nie miała ochoty na granie. Na Johna Warnera też nie – rozwiodła się z nim w 1982 roku. W grudniu następnego roku jako pierwsza naprawdę sławna osoba zgłosiła się na odwyk w klinice założonej przez Betty Ford, żonę byłego amerykańskiego prezydenta. Przyznała, że jest „pijaczką i ćpunką”.

Mogła zamienić się w Normę Desmond, bohaterkę „Bulwaru Zachodzącego Słońca”, żyjącą samotnie, coraz bardziej zdziwaczałą gwiazdę z dawnych lat. Mogła skończyć jak Marylin Monroe, której kariera rozkwitała w tym samym czasie. Ale w przeciwieństwie do sławnej blondynki ona przywykła do sławy, która była częścią jej pracy – ani błogosławieństwem, ani przekleństwem. „Nie pamiętam czasów, kiedy nie byłam sławna”, mówiła.

Zawsze lubiła dreszczyk emocji, ludzi i zabawę, ale choroba Rocka Hudsona dała jej coś ważniejszego – sens. Elizabeth znalazła słuszną sprawę, o którą postanowiła walczyć. Jak do wszystkiego, co robiła w życiu – aktorstwo, uwodzenia, jedzenia czy wydawania pieniędzy – do działalności na rzecz chorych na AIDS także podeszła z pasją. Nie oglądając się na to, co sądzą inni, „Mam w dupie, co o mnie myślą”, mówiła.

Wraz z Michaelem Gottliebem i badaczką ze Wschodniego Wybrzeża Mathilde Krim Taylor założyła amfAR (Amerykańską Fundację do spraw Badań nad AIDS, dziś to organizacja międzynarodowa). Wściekła na to, jak administracja prezydenta Reagana ignoruje chorobę, postanowiła zabrać głos. Za jej sprawą poważne czasopisma, takie jak „Newsweek”, które do tej pory nie chciały dotykać gejowskiej plagi, zaczęły pisać o chorobie.

Wyciągnęła ją z szafy do światła – pod kryształowe żyrandole sal balowych, gdzie można było zebrać na nią pieniądze. I gdzie można było o niej opowiedzieć tak, żeby wszyscy słuchali. W 1985 roku Taylor zajęła się organizowaniem pierwszej wielkiej charytatywnej kolacji Commitment to Life, z której dochód miał wesprzeć chorych na AIDS z Los Angeles. To była pierwsza gala poświęcona chorobie, o której jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikt nie chciał mówić. Taylor zasiadła do telefonu, by prosić znajomych i przyjaciół o udział w kolacji. „Nigdy w życiu tak wiele razy nie usłyszałam słowa nie” – wspominała potem. „Nie” to nie było zresztą najgorsze – były też rzucane słuchawki, a nawet wyzwiska. To ją tylko nakręcało. Z czasem, gdy jej zaangażowanie rosło, zdarzały się nawet pogróżki. Nic sobie z tego nie robiła.

Podobnie jak z pytań dziennikarzy, którzy z niewinnymi minami dociekali, czy ona i jej mąż nr 8, poznany na kolejnym odwyku w 1988 roku Larry Fortensky, uprawiają bezpieczny seks. 60-letnia dama w brylantach wyjaśniła wtedy cierpliwie, że jeśli jest się w monogamicznym związku, w którym obije partnerzy są przebadani i sobie wierni, nie ma potrzeby używania prezerwatyw.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and Larry Fortensky

Elizabeth i Larry Fortensky

Na pytania o AIDS odpowiadała bez ogródek. Na pytania o polityków i ich stosunek do choroby – również. Do historii przeszły jej drwiny z prezydenta George’a Busha, o którym powiedziała w 1991 roku, że nie jest nawet pewna, czy potrafi przeliterować AIDS, a co dopiero rozwiązać narastający kryzys związany z epidemią tej choroby.

Na pierwszym Commitment to Life Dinner zebrano 1 mln dolarów.

W latach 80. ludzie bali się dotyku, a nawet przebywania w tym samym pomieszczeniu co zarażeni HIV. Chory na hemofilię nastoletni Ryan White z Indiany, zakażony HIV podczas jednej z transfuzji, w 1984 roku został wyrzucony ze szkoły. W 1990 roku Taylor zeznawała przed Kongresem, by pomóc w uchwaleniu ustawy nazwanej jego imieniem, która miała zapewnić finansowanie pierwszemu ogólnokrajowemu programowi pomocy dla nosicieli wirusa i chorych na AIDS. Była niezmordowana – wracała do Kapitol tyle razy, ile tylko było trzeba, używała wszystkich trików, jakich nauczyła się w swojej karierze femme fatale. Dzwoniła do przeciwnych ustawie republikanów, a oni odbierali, by słuchać jej głosu, wysyłała im informacje na temat HIV z pachnącymi lawendą karteczkami z odręcznym napisem: „Sądzę, że powinniście to przeczytać”. Ryan White nie dożył wejścia w życie nowego prawa. Podobnie jak 100 tysięcy chorych ze 150 tysięcy zarejestrowanych od 1981 roku.

AmfAR na początku lat 90. wciąż w dużej mierze opierała się na niej. „Ludzie zapłacą dużo, żeby zobaczyć, ile ostatnio przytyłam, albo jaki mam naprawdę kolor oczu” – żartowała. Do końca życia zebrała na badania nad AIDS i pomoc chorym 300 mln dolarów. Co roku pojawiała się na gali darczyńców – z siwym jeżem na głowie po operacji guza mózgu czy na ekstrawaganckim, wysadzanym kamieniami szlachetnymi wózku inwalidzkim, gdy kręgosłup ostatecznie odmówił jej posłuszeństwa. W testamencie Taylor przeznaczyła na rzecz założonej przez siebie fundacji nie tylko dochód ze sprzedaży legendarnych klejnotów (poszły w Christie’s za rekordowe 115,9 ml dolarów), ale też 25 proc. należnych jej spadkobiercom tantiem ze sprzedaży ze zdjęć i filmów praz perfum czy biżuterii, którą sygnowała dla kanału sprzedażowego QVC.

Podobny obraz
W jednym z nielicznych wywiadów, jakich udzielił, jej drugi syn Christopher stwierdził, że to, czego go nauczyła, to „nie ograniczać się we współczuciu i hojności, mieć otwarty umysł i być sprawiedliwym. Uczyła tego swoim przykładem. Była nieustraszona w stawaniu bez wahania po stronie tych, którym jej zdaniem siała się krzywda. Nieważne, czy byli to bliscy przyjaciele, ludzie z ekipy filmowej, czy ktoś zupełnie obcy”.

Ponoć Taylor prowadziła nawet w swojej luksusowej rezydencji w Bel Air coś w rodzaju nielegalnej apteki z niezarejestrowanymi oficjalnie w USA lekami na AIDS, które rozdawała znajomym. AIDS nie było dla niej abstrakcyjną chorobą. Jej sekretarz Robert Wall popełnił samobójstwo, gdy usłyszał diagnozę. Na AIDS zmarła jej była synowa, matka dwojga z dziesięciorga jej wnucząt”.

Za swoją działalność zebrała niezliczone nagrody, w tym honorowego Oscara i tytuł szlachecki od królowej Elżbiety II (która jednak doceniła też jej wkład w światową kinematografię). „Całe życie byłam damulką. Teraz jestem damą” – żartowała.

Gejowska społeczność podtrzymywała jej sławę, gdy reszta świata powoli o niej zapominała. To homoseksualiści z najbliższego otoczenia pomogli utrzymać Elizabeth przy życiu przez ostatnich dziesięć lat. To oni wyciągnęli ją z dołka, w jaki wpadła po porażce jej ostatniego małżeństwa z Fortenskym w 1996 roku. House of Taylor – jak mówili o sobie jej asystenci i fryzjer, który pracował dla niej od 28 lat – flirtowali z nią i ją zabawiali. Namówili nawet na jedną z ostatnich ekstrawagancji w jej życiu – pływanie z rekinami. W sierpniu 2006 r. 74-letnia aktorka wstała z wózka, by zanurzyć się w plastikowej klatce w Pacyfiku. Zrobiła to, oczywiście, w błyszczącej biżuterii. Gdy przewodnik zwrócił jej uwagę, że błyski mogą przywołać rekiny, odpowiedziała: „A nie o to chodzi, co cholery?”.

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor and sharks

Znalezione obrazy dla zapytania elizabeth taylor old

Źródło: Maja Staniszewska, Wysokie obcasy czerwiec 2016, Źródła zdjęć: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *