Fenomen szafiarki

Znalezione obrazy dla zapytania szafiarki

To fenomen na świecie. Niektórzy mówią wprost o prawdziwej rewolucji, która rozpoczęła się w momencie, kiedy pojawiła się pierwsza szafiarka.

Za prekursorkę uznaje się Amerykankę Cory Kennedy. Wygląda na to, że to ona jako pierwsza wpadła na pomysł prezentowania w sieci prywatnej kolekcji strojów. A mówiąc wprost – zawartości swojej szafy. Dziewczyny, które podążyły tym śladem, przeczesywały lumpeksy, strychy, szafy babć, mam i starych ciotek, buszowały w internecie i butikach – szukały perełek i całkiem zwykłych ciuchów, z pozoru bez potencjału, które połączone tworzyły niepowtarzalne stylizacje.

Kiedy powstał pierwszy polski blog modowy? Pewności nie ma, ale najczęściej wymienia się rok 2007, kiedy to zadebiutowała Szafa Sztywniary. To właśnie na jej łamach po raz pierwszy pojawiła się nazwa „szafiarki”. „Wymyśliłam to słowo dla własnej wygody” – wyjaśnia Ryfka, autorka bloga. „Potrzebne mi było do listy linków na blogu – miałam na niej blogi podzielone na kategorie (blogi z modą uliczną, blogi o modzie itd.) i brakowało mi określenia na konkretny typ blogów, na których dziewczyny pokazują własne zestawy ubrań. A ponieważ wiele z nich miało w nazwie słowo „szafa”, określenie „szafiarki” nasunęło się samo. Wiem, że wielu blogerkom się ono nie podoba, ale naprawdę nie miałam pojęcia, że się przyjmie!”.

Znalezione obrazy dla zapytania ryfka szafa sztywniary

Kiedyś dziewczyny spotykały się w domach, z czasem przeniosły się na internetowe fora, w końcu zaczęły zakładać blogi i profile na portalach społecznościowych. „Wszystko zaczęło się od forum Moda na Gazecie.pl – wyjaśnia Ryfka. – „Podobnie jak wiele dziewczyn, wklejałam tam zdjęcia swoich zakupów, ciucholandowych łupów, czasem całych zestawów. Wciągnęło mnie to i po pewnym czasie pomyślałam, że fajnie byłoby mieć wszystko zgromadzone w jednym miejscu, które byłoby „tylko moje”. Postanowiłam więc założyć bloga”.

Narodziła się Szafa Sztywniary, gdzie Ryfka prezentuje swój pomysł na modę. Godzi to z pracą zawodową, a blog i ciuchy to jej pasja. Podobnie jak podróże. Twierdzi, że do mody ma stosunek bezstresowy. Kiedyś bardzo zależało jej, by być „niemodną”. Z czasem wyluzowała i dziś ani za modą nie goni, ani przed nią nie ucieka. „Jeśli jakiś trend mi się podoba, przyswajam do bez wyrzutów sumienia” – mówi. A pytana, skąd czerpie pomysły, odpowiada: „Inspirację znajduję dosłownie wszędzie – na blogach, na ulicy, w magazynie. Jednak chyba największy wpływ mają na mnie filmy. Praktycznie każdy obejrzany film owocuje jakimś modnym pomysłem”.

Jaki jest styl Sztywniary? – „Nie potrafię się określić i chyba nawet nie chcę, bo trzymanie się jednego stylu wydaje mi się nudne. Teraz moja szafa to miks klimatów kowbojskich, indiańskich, robotniczych i lat 70. Lubię męskie kapelusze, duże skórzane torby, kowbojskie buty, miękkie dzianiny oraz wszystko co wygodne, przytulne i lekko niepoważne”.

Blogów przybywa w błyskawicznym tempie. Ile teraz jest w Polsce internetowych szaf? Tego dokładnie nie wiadomo. Biorąc pod uwagę wszystkie dziewczyny prowadzące blogi, na których prezentują swoje mniej lub bardziej udane stylizacje, jest ich pewnie – lekko licząc – kilka tysięcy. Nowe „szafy” powstają jak grzyby po deszczu.

Kobiety marzą, by bawiąc się w przebieranki, zostać zauważone. Dla wielu z nich to – w założeniu – przepustka do kolorowego świata celebrytów, gwiazd, modelek, show-biznesu, mody i dużych pieniędzy. Słowem – niezależnie od tego, jak to nazwać – do tego, o czym zdaje się marzyć większość nastolatek. Chcą być jak ich idolki. Jessica Mercedes, Macademian Girl czy Maffashion – najbardziej znane polskie blogerki, które rozpoznawalne są także za granicą. Nie czarujmy się – większość nie ma szans i nigdy nie wyjdzie z zaklętego kręgu przebieranek na niskim poziomie, bez polotu i szczególnego pomysłu. Póki nie znudzi im się blogowanie, będą pokazywały swoje przypadkowe stylizacje, które nie znajdą poklasku u szerszej publiczności. Nie zostaną wyroczniami stylu, nie zauważą ich projektanci, nikt nie będzie ich zapraszał na pokazy, nie będzie kolejki dziennikarzy proszących o kilka zdań na temat fenomenu ich bloga.

Powód? Większość nie ma pojęcia o modzie, stylizacji ani kreatywności. Nie trzeba być bystrym obserwatorem, żeby zauważyć, że sporo szafiarek używa do stylizacji podobnych ciuchów i tych samych dodatków. Nie mają za grosz oryginalności. Dżinsy, legginsy, T-shirty i wszechobecna dresówka, z której w tej chwili szyje się w zasadzie wszystko.

Szafiarki odpierają atak, twierdząc, że projektanci też przecież pokochali dres. Fakt – dresówka jest wszechobecna. Można ją znaleźć wszędzie. Od bazarów, przez sieciówki, po małe firmy określające się mianem „hendmejdowych”. Spodnie, spódnice, bluzy, bluzki, sukienki. Dla dorosłych, dla dzieci, dla kobiet, dla mężczyzn. Z dresówki dziś szyje się nawet koce. Nie mogły jej więc nie zauważyć i nie pokochać szafiarki.

Podobnie jak sieciówek. A w wielu przypadkach, gdzie zaczyna się współpraca z nimi, tam kończy się niestety oryginalność. Tylko nieliczne blogerki potrafią tak zestawić ciuchy pochodzące z popularnych sieci sklepów odzieżowych – np. z perełkami wyszperanymi w lumpeksach – aby stworzyć naprawdę ciekawą, nietuzinkową stylizację.

Gwóźdź do trumny oryginalności wbijają same sieciówki – marketingowcy odkryli fenomen szaf i postanowili wykorzystać blogi modowe do swoich celów. A szafiarki dumne z nawiązanej współpracy tańczą, jak im zagrają. I jedna po drugiej pokazują to samo. Na razie jeszcze interes się kręci. Ale co bardziej spostrzegawczy czytelnicy mają powoli dość i odchodzą, szukając czegoś bardziej oryginalnego. Odkrywają w ten sposób inne, mniej znane dziewczyny, które bawią się modą i to ona jest dla nich najważniejsza, a nie profity czerpane z prowadzenia bloga.

Prawdziwa sztuka to połączyć te dwie – z pozoru odległe – kwestie. Nie brakuje szafiarek, które potrafią na blogach zarabiać. Są przy tym na tyle oryginalne, że ich strony nie są kalką blogów koleżanek. Umiejętnie łączą oczekiwania potencjalnych reklamodawców z tym, na co czekają czytelniczki. Dziewczyny, które mają pomysł na siebie, swój styl i potrafią rozsądnie wybierać oferty, tak by nie zatracić w tym wszystkim swojego charakteru.

Wszystkie zaczynały podobnie – zwykle najpierw były modowe fora internetowe, później pojawił się blog, który miał być zabawą, odskocznią od codzienności. Z czasem okazywało się jednak, że to, co robią, podoba się i przybywa fanów śledzących blog. Rośnie oglądalność, klikalność, a to z kolei zaczyna przyciągać potencjalnych sponsorów i reklamodawców. Pojawiają się pierwsze propozycje. Rzeczywistość jest brutalna. Tylko niektórym szafiarkom udaje się przebić i pozyskać szerszą publiczność. A zaledwie garstka blogerek może mówić o osiągnięciu prawdziwego sukcesu.

Najpopularniejsze szafiarki nie ukrywają, że blogi to ich sposób na zarabianie pieniędzy i na życie. Jeżdżą po świecie, udzielają wywiadów, na pokazach mody stają ramię w ramię z redaktorami popularnych modowych magazynów. I co ciekawe – mają nad nimi przewagę. Bo swoje relacje zamieszczają niemal natychmiast – na Instagramie, Facebooku, Twitterze i nieco później na blogach. Zanim gazeta się ukaże, ich czytelnicy mają już dawno informacje z pierwszej ręki.

Blogerzy po raz pierwszy na New York Fashion Week zostali zaproszeni w 2003 r. W 2008 r. Tina Craig i Kelly Cook z BagSnob.com relacjonowały pokazy, siedząc w prestiżowym drugim rzędzie, tuż obok Oscara de la Renty. To był przełom i prawdziwe uznanie dla blogerek modowych, bo wcześniej miejsca te dostępne były jedynie dla projektantów i redaktorów najważniejszych światowych magazynów mody. Dziś na pokazy jeżdżą szafiarki z całego świata. Fakt – nieliczne, ale nie brakuje wśród nich Polek.

Blogerkom płacą zarówno małe sklepy internetowe, jak i duże sieciówki. Widzą i doceniają ich potencjał. Firmy i projektanci płacą za tagowanie marek, za pisanie o nich, prezentowanie na zdjęciach. Są też wpływy z reklam umieszczanych na blogach. Nie zawsze oznacza to żywą gotówkę wpływającą na konto. Nie brakuje barterów.

Dziewczyny te nie wstydzą się przyznać, że nie są kobietami idealnymi. Mają mankamenty, których próżno szukać u modelek defilujących na wybiegach. Ale to – wbrew pozorom – jest ich ogromny atut. Bo klientki to nie modelki, ale zwykłe kobiety, niejednokrotnie z kompleksami, z różnymi niedoskonałościami figury. Widzą ciuch na blogerce, która jest taką „dziewczyną z sąsiedztwa”, wierzą, że będą wyglądały w tych ubraniach tak samo dobrze. Dlatego klikają i kupują to, co przed momentem zobaczyły na swoim ulubionym blogu. A szafiarka zbiera – zgodnie z umowa – profity.

Wyznaje zasadę, że życie jest zbyt krótkie i zbyt wartościowe, żeby się przejmować zdaniem innych. Oczywiście, trzeba mieć w sobie trochę pokory i przyjmować opinie z zewnątrz, ale w kwestiach, które są naprawdę ważne. Jest kolekcjonerką, a ubrania traktuje jak dzieła sztuki.

Co jakiś czas zdarza jej się zaliczyć wpadkę. Jej ulubioną jest ta, która przytrafiła jej się na Fashion Week w Łodzi. „Czwartego dnia maksymalnie zmęczona i maksymalnie niewyspana, w 15-centymetrowych obcasach wparowałam o 10 rano do hali głównej. Tam gdzie jest recepcja. Ciche rozmowy, jeszcze mało kto jest. Na szczęście. Idę, taka wyfiokowana, taka niunia, sobie chodzę… zawadziłam o wykładzinę. I poleciałam jak długa przy przejściu do showroomu”.
O kim mowa? O chyba najbardziej kolorowej polskiej blogerce – Macademian Girl. Tamara Gonzalez Perera przekonuje: „Jeśli chcecie wyglądać jak choinka, to pozwólcie sobie na to. Świat naprawdę na tym nie straci, a wy tylko zyskacie to, że będziecie prawdziwi i wierni sobie”.

Znalezione obrazy dla zapytania macademian girl

Jak reagują na nią ludzie? Twierdzi, że gdyby miała za każdym razem przejmować się, gdy ktoś obejrzy się za nią na ulicy, zagwiżdże czy zaśmieje się, pewnie nigdy nie wyszłaby z domu. A musi to robić, bo to właśnie z otaczającego ją świata czerpie inspiracje. „Nie zastanawiam się, czy ta spódnica pasuje do tej konkretnej bluzki, tylko bardziej patrzę na kroje, faktury. To, co widzicie na mnie, to jest jakiś totalny miks wszystkiego, co widzę dookoła siebie, tego z mojego doświadczenia na ASP, tego, co widzę na ulicy, tego, co widzę w magazynach, w telewizji, w teledyskach, które są po prostu kopalnią odjechanych, szalonych stylizacji. To wszystko miksuję i podaję wam w postaci zdjęć, które możecie codziennie oglądać na blogu.

Jest perfekcjonistką. Zanim stylizacja ujrzy światło dzienne, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Zwykle więc zdjęcia i wpisy powstają z miesięcznym wyprzedzeniem. „Kto chce być na bieżąco, powinien śledzić mój Instagram”.

Kolejna modowa zasada Macademian Girl? „Nigdy nie mów nigdy. I to się do tej pory sprawdza. Po co się ograniczać? Po co mówić, że nie założę białych kozaczków, jeśli nagle za trzy lata uznam, że tylko o nich marzę i nie mogę przez nie spać w nocy? Generalnie po prostu nie przejmujcie się zasadami. Nie kierujcie się tym co można, czego nie można. Próbujcie sami i eksperymentujcie. Nie traktujcie tego wszystkiego, co jest na blogu, aż tak serio. Traktujcie te zdjęcia jako inspirację, coś, co możecie przełożyć na język własnego stylu”.

Tamara była kelnerką, sprzedawczynią w sklepie odzieżowym, stylistką w salonie optycznym, co było – jak twierdzi – jedną z najlepszych prac, jakie miała. Skończyła architekturę, ale zajęła się modą i blogowaniem.

„Okazało się, że kiedy myślałam, że moją pasją jest architektura, to nie miałam pojęcia, co mnie uderzy, gdy zajmę się modą. No i jestem. Blogowanie jest teraz moją pracą”.

Gdzie robi zakupy? „Prawda jest taka, że kiedyś 90 proc. swojego czasu spędzałam w second – handach. Wychodziłam stamtąd z siatami rzeczy po 5 złotych, po 10 i tak dalej. Teraz czas jest ograniczony, więc 90 proc. zakupów robię w internecie albo w vintage shopach. Za co kocham vintage shopy? Za to, że tam są rzeczy, których teraz się nie robi. Takich, których często teraz ludzie nie doceniają. Jakieś woalki, rękawiczki, kapelusze. Korzystam z magii, jaką oferują vintage shopy, bo takich ubrań normalnie nie znajdziesz w zwykłych sklepach”.

Znalezione obrazy dla zapytania Maffashion

Julia Kuczyńska, autorka jednego z najpopularniejszych blogów Maffashion, twierdzi, że do ludzi bardziej trafiają obrazy niż słowa. Początkowo na blogu prezentowała zawartość swojej szafy. Po kilku latach działalności szczerze przyznała, że większość prezentowanych ciuchów dostaje od sponsorów. Nigdy jednak nie przyjmuje niespodzianek, tylko starannie wybiera ubrania, na których prezentację ma pomysł. Nieobce jest jej też polowanie w lumpeksach. Łączy to, co znajdzie w second-handach, z ubraniami i dodatkami z sieciówek oraz sklepów internetowych. Nie podąża ślepo za trendami. Wybiera to, co naprawdę jej się podoba i w czym czuje się dobrze. Uwielbia ciuchy ponadczasowe i podkreśla, że sukces odniesie tylko blogerka, która jest prawdziwa. Sama prócz bloga zajmuje się także inną działalnością. Bo szafiarstwo jako takie nie przynosi jej wielkich dochodów. Jak mówi, są to głownie bartery z ubraniami, które dostaje w zamian za prezentację, rachunków nie zapłaci. Dlatego angażuje się w różne projekty, które nie tylko pozwalają jej się rozwijać, ale też zarabiać. Niewiele osób wie, że jest współwłaścicielką dwóch firm. Zajmuje się m.in. tworzeniem ubrań i własnej marki.

Znalezione obrazy dla zapytania jessica mercedes

Najpierw zabawa – tak najkrócej można streścić karierę w blogosferze Jessiki Mercedes. Zaczęło się od zabawy w prezentowanie tego, co ma w szafie o co udało jej się kupić. Po trzech latach takiej działalności mówiła już o blogowaniu jako o pracy. Blog zmienił jej życie. Dziś wszystko kręci się wokół niego. To dzięki blogowi miała okazję bywać w ciekawych miejscach, zaczęła podróżować i spełniać marzenia. Co radzi dziewczynom, które dopiero zaczynają? „Muszą być systematyczne, bardzo pewne siebie, musza wiedzieć, w którą stronę idą, muszą wybrać styl pisania i ubioru. Nie mogą nikogo naśladować. Idąc czyimiś śladami, nigdy tej osoby nie dogonisz. Musisz sobie utorować własną ścieżkę i podążać nią.

W sieci nietrudno znaleźć krytyczne opinie wygłoszone przez znanych stylistów pod adresem modowych blogerek. Sceptycznie do nich podchodzi m.in. stylista gwiazd Grzegorz Bloch. „Wiarygodne są dla mnie tylko te, które podparte są nazwiska mi osób znających ten świat od podszewki. Blogi dziewczyn, które piszą superopinie o marce w zamian za kosmetyk czy ciuch, nie są dla mnie wiarygodne, ale też nieuczciwe wobec czytelników”. Sympatią szafiarek nie darzy także stylista Tomasz Jacyków: „To jest taka osoba, która przebiera się przeróżnie i mówi „zobaczcie, jaka jestem śliczna, i noście się tak jak ja”.

Jeszcze szafiarka czy może już stylistka? Jakkolwiek będą o sobie mówiły, ważne, by to, co robią, robiły z pasją i trafiały w gusta czytelniczek. Wojna trwa i trudno powiedzieć, na którą stronę przechyla się szala zwycięstwa. Jedni i drudzy mają swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Nie ulega jednak wątpliwości, że póki będzie choć jeden modowy blog i choć jeden stylista, będzie iskrzyć.

Źródło: Agnieszka Drozdowska, Skarb Październik 2014, Źródła zdjęć: [1] [2] [3] [4] [5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *