Opricznina – narzędzie terroru

Podobny obraz

Opętany paranoją car Iwan IV Groźny chciał całkowicie podporządkować sobie poddanych, pozbywając się przy tym przeciwników politycznych; prawdziwych i wyimaginowanych. W tym celu stworzył opriczninę – wydzielony spod władzy bojarów najbogatszy w kraju, dobrze strzeżony obszar, gdzie okrutne rządy sprawowali jego gwardziści.

Przed 450 laty, późną zimą 1565 r., Iwan IV Groźny powrócił w otoczeniu gwardii z Aleksandrowskiej Słobody do Moskwy. Uczynił tak na korne prośby delegacji bojarów i duchowieństwa moskiewskiego. Gosudar wyłysiał, wypadły mu włosy z brody, wyglądał przerażająco.

Iwan IV, wyjeżdżając z Moskwy, był przekonany, że w stolicy otaczają go bojarzy, urzędnicy, a nawet duchowni popełniający „zdradzieckie czyny”: defraudujący pieniądze, uchylający się od służby wojskowej, celowo przegrywający bitwy, ukrywający przed nim niecne sprawki „ludzi służebnych”. A on przecież chciał wiedzieć o wszystkim; przypisywał sobie rolę namiestnika Bożego na Ziemi.

Dziwaczny z pozoru manewr gosudara – wyjazd z Moskwy i powrót do niej – budzi różne opinie wśród historyków. Jedni uważają to za element chłodnej kalkulacji w przygotowanym planie unicestwienia opozycji; według innych, z predylekcją do psychohistorii, car uległ atakom paranoi i manii prześladowczej. Niektórzy, jak James Billington, podejrzewają u niego schizofrenię paranoidalną. Mimo zawiłości psychiki Iwana IV jest raczej pewne, że przyjazd delegacji do Aleksandrowskiej Słobody uzmysłowił gosudarowi, że jego pozycja jest silna. I że może przystąpić do wyniszczenia prawdziwej i urojonej opozycji.

Niebawem po powrocie do Moskwy car ogłosił niezwykły dekret. Oryginalny tekst się nie zachował, ale zapisano go w jednym z ruskich latopisów. Stąd wiemy, że Iwan IV ogłosił podzielenie kraju na dwie części: ziemszczynę rządzoną przez Dumę Bojarską i oddzielną opriczninę. Ziemszczyna miała się rządzić po dawnemu, z zastrzeżeniem, że bojarzy muszą przekazywać carowi bezpośrednio wszystkie najważniejsze informacje wojskowe i cywilne. Natomiast opricznina, nazwana od słowa „opricz” (osobny dział ziemi), obejmowała ogromne połacie państwa z najbogatszymi i ważnymi strategicznie miastami, od Chołmogorów na północy, Starej Russy na północny zachodzie, po Solikamsk na wschodzie (na zachodnich stokach Uralu), przez Możajsk, Wiaźmę, Staricę po Kozielsk i Bielew na południowym zachodzie.

Centrum opriczniny stanowiła potężnie ufortyfikowana twierdza Aleksandrowska Słoboda. Także w Moskwie ulice i dzielnice Arbatu, Zamienki, Wozdwiżenki, Czartopolskiej oraz trzy osady na Woroncowym Polu zostały wydzielone jako ziemie opriczniny. Ponieważ Kreml mieścił się na terytorium ziemszczyny, car zarządził między Arbatem a ulicą Nikitską budowę potężnej fortecy strzeżonej nie tylko przez załogę na basztach i artylerię, ale też przez wyryte płaskorzeźby i posągi dzikich zwierząt i ptaków, budzące zabobonny lęk. Budowę fortecy ukończono w 1567 r.; kolejną twierdzę dla siebie car wybudował w Wołogrodzie.

Bez wątpienia Iwanem IV kierował paranoiczny lęk przed własnymi bojarami. Świadczą o tym również negocjacje prowadzone przez posła Anthony’ego Jenkinsa. Iwan IV chciał uzyskać azyl w Anglii Elżbiety Tudor w przypadku buntu poddanych.

Ustanowienie opriczniny nie oznaczało jednak powstania „państwa w państwie”, jak się powszechnie sądzi. Było to raczej powołanie nadbudowy kontrolującej „stare państwo” (ziemszczynę). Dwór opriczniny przypominał przy tym bardziej władze bractwa zakonnego niż instytucję świecką. „Dla Iwana idealnym porządkiem społecznym był pod wieloma względami taki, jaki panuje w monasterze”, zauważyli historycy Andriej Pawłow i Maureen Perrie na podstawie relacji inflanckich szlachciców Johanna Taubego i Elerta Krusego. Rolę przełożonego, archimandryty, sprawował sam gosudar Iwan IV; ihumenem, czyli przeorem, został Afanasij Wiaziemski; a kapelanem osławiony potem Maluta Skuratow-Bielski. Na bogate stroje owi „mnisi” narzucali proste szaty i poddawali się rygorowi życia klasztornego zarządzonego przez cara-archimandrytę. O świcie Iwan IV w roli przełożonego „zakonu” z kapelanem opriczniny wzywali innych opriczników na mszę trwającą od czwartej do siódmej. Po krótkiej przerwie modlono się do dziesiątej. Po czym posilano się wystawnie, popijając drogim importowanym winem, aby o północy znów odbyć długie nabożeństwo.
Opricznina wykształciła też własną Dumę Bojarską, czyli organ doradczo-administracyjny, oraz własny dwór z urzędami (prikazami). Jednak początkowo większość spraw administracyjnych, sądowych i wojskowych pozostawała w „starych” prikazach. Nie na długo, bo do roku 1568, kiedy to polityka dławienia opozycji doprowadziła do wzmożenia terroru i spowodowała oddanie wszystkich prikazów w ręce opriczników.

To oni, jako siła zbrojna i karzące armie „wrogów ludu”, mieli wprowadzać nowe porządki. Car zaplanował powołanie korpusu opriczników złożonego z tysiąca członków, ale ich liczebność rosła, w miarę jak „wrogów ludu” przybywało. Dzięki relacji Taubego i Krusego wieky, jak rekrutowano „rycerzy-zakonników” cara. Po powrocie do Moskwy Iwan IV wezwał całą szlachtę z miast włączonych do opriczniny. Stawiali się bezpośrednio przed gosudarem, a urzędnicy pytali każdego o rodzinne i towarzyskie koneksje z rodami z ziemszczyny. Jakikolwiek kontakt z nimi utrącał kandydaturę na opricznika. Wybrańcy składali przysięgę: „nie jeść ani nie pić z ziemskimi i nie mieć z nimi do czynienia”. Niemiecki opricznik szlachcic Henryk von Staden odnotował też, że opricznicy przysięgali nie odwiedzać ojca ani matki, jeśli mieszkali w ziemszczynie, a gdy ktoś złamał przysięgę, wydawał na siebie wyrok śmierci.

Podobnie jak członkowie SS swymi czarnymi mundurami i trupimi główkami na czapkach, a także funkcjonariusze gestapo i NKWD skórzanymi płaszczami, opricznicy mieli budzić grozę nawet ubiorem: nosili czarne sukna, a u siodła psią głowę i miotłę. Oznaczało to, że mają bezlitośnie kąsać „zdrajców” cara i wymiatać z państwa wszelkich podejrzanych. Niegdyś uważano, że do szeregów tych psychopatycznych zbójów garnęli się głównie mużykowie (chłopi); jednak badania Władimira Kobrina i innych wykazały, że w szeregi opriczniny trafiali nie tylko ludzie z dolnych warstw szlacheckich, ale i z poważanych rodów bojarskich oraz kniaziowskich, jak Odojewscy, Trubeccy, Szujscy. Dla cara najważniejszym kryterium było nie wysokie pochodzenie, lecz „zabagniona” przeszłość kandydata wobec rodów, które zwalczał. Dzięki temu Iwan Groźny miał gwarancję, że opricznik z niecną przeszłością nie przejdzie w szeregi opozycji.

Jaki jednak był sens podzielenia państwa, którego skutkiem było wyrzucenie poza nawias carskiej „łaski” bojarów i szlachty zamieszkujących ziemszczynę? Najprostsza i po części prawdziwa jest odpowiedź o paranoi cara, która sprawiła, że poczuł się złapany w sidła zdrady i podstępów. Jak w dzieciństwie, kiedy to rzeczywiście na jego oczach odbywał się śmiertelny bój o władzę między Glińskimi, Bielskimi, Szujskimi; gdzie sztylet, trucizna i pętla były w powszechnym użyciu. Wtedy ocalenia szukał w lekturze Biblii; i stąd powziął przekonanie, że Bogu zawdzięcza ocalenie i władzę. Z przerażającą matrycą wybitą w dzieciństwie Iwan wszedł w dorosłość, przekonany o swej ponadludzkiej władzy danej od Boga, która, psychologicznie ujmując, kompensowała w nim nabyty w dzieciństwie paranoiczny lęk. To jego władza nieograniczona, sądził, uchroniła Moskwę, gdy „ze wszystkich stron ruszyły przeciwko nam narody obcoplemienne: Litwini, Polacy, Tatarzy krymscy, Nogajowie, Kazańczycy, a wy, zdrajcy, w tym czasie zaczęliście przysparzać nam wielkich nieszczęść i kłopotów”, napisze do kniazia Andrzeja Kurbskiego. Te słowa dobrze oddawały stan jego umysłu – ale nie realnych zagrożeń.

W rzeczywistości to car był agresorem roszczącym sobie prawa nie tylko do „wsieja Rusi”, czyli całej Rusi jako jego „wotcziny”. Za ojcowiznę uważał nawet Inflanty (Łotwę i Estonię), podając się za potomka rzekomego brata cesarza Augusta Prusa, który nigdy nie istniał. Iwan IV najpierw jednak wszczął wojnę na południu z chanatem kazańskim i astrachańskim, które podbił. Dopiero później przez Inflanty usiłował przebić się nad Bałtyk. Ale na drodze stanęła mu inna cywilizacja, zachodnia, łacińska, skłaniająca się ku Polsce Jagiellonów. Po kilku zwycięstwach, spustoszeniu ziem inflanckich i zajęciu litewskiego Połocka w 1563 r. dowódcy cara zaczęli ponosić klęski w starciu z Polakami i Litwinami. Wtedy Iwan IV pojął: klęskom winni są zdrajcy w jego szeregach.

Najbardziej podejrzani stali się zwolennicy polityki południowej w Dumie Bojarskiej, m.in. Aleksy Adaszew i protopop Sylwester. Car oskarżył ich o otrucie ukochanej żony, Anastazji Romanowej. Następnie „zachorował śmiertelnie”, by wybadać reakcje bojarów. Od szpiegów dowiedział się, że Adaszew i Sylwester chcą w przypadku jego śmierci osadzić na tronie Włodzimierza Rurykowicza, księcia na Staricy. W kręgu podejrzanych znalazł się też kniaż Andrzej Kurbski, który przegrał bitwę pod Nwelem z Polakami w 1562 r. i uważał, że polityka wojenna powinna być skierowana przeciw Krymowi i Turcji, a nie na Inflanty. Dla Iwana IV Groźnego był to sygnał do rozprawy z opozycją.

Najpierw zniósł organ doradczy, Radę Wybraną, i nakazał wszczęcie śledztw. Na wieść o represjach Kurbski i inni bojarzy w pośpiechu uchodzili z Moskwy na Litwę, pozostawiając rodziny na pastwę tyrana. Czekał je straszny los: matkę, żonę i syna Kurbskiego Iwan IV kazał stracić. Z Litwy rozgoryczony kniaż rozpoczął z carem wymianę listów, które przetrwały do dzisiaj. Zachowana korespondencja jest nie tylko świadectwem historycznym, ale też pozwala nam się zorientować w stanie psychicznym oraz przekonaniach okrutnego cara.

Był on pewien, że stoi nad wszelkimi prawami i decyduje nie tylko o ciałach, ale i duszach swych poddanych. „Wystarczyło moje jedno gniewne słowo, byś zgubił nie tylko duszę swoją, lecz i dusze praojców swoich”, dowodził Kurbskiemu. Czyli tylko on, car, przed Bogiem decyduje o zbawieniu lub nie swych moskiewskich poddanych. Natomiast książę Kurbski po zapoznaniu się z ustrojem i swobodami, jakimi cieszyła się szlachta polska, stwierdził nie bez racji, że „carstwo rosyjskie jest zamknięte jakby w piekielnej twierdzy”. Opriczników nazwał „kromieszniki”, a gra słów „t’ma kromiesznaja”, czyli nieprzenikniona ciemność, lub „kromiesznyj ad”, czyli bezdenne piekło, sprawiły, że opriczników określano całkiem trafnie „armią ciemności” lub „armią piekieł”.

Kurbski, dyszący chęcią pomsty na okrutnym carze, stanął na czele dywizji polsko-litewskiej. W styczniu 1565 r. koło Wielkich Łuków zniszczył pułk Tatarów kazańskich w służbie Iwana IV. Po tym sukcesie kniaż jął namawiać króla, aby oddał mu pod komendę 30-tysięczną armię, z którą chciał zająć Moskwę. Ale Zygmunt August nie wykorzystał okazji, Kurbskiego nie wspomogły też na czas wojska koronne, gdyż ostrożny król prowadził makiaweliczną grę, zamiast działać. W rezultacie spiski antycarskie zostały odkryte, a Iwan IV właśnie wtedy usunął się z Moskwy i wpadł na pomysł wprowadzenia opriczniny.

Trzeba przyznać, że było to nowatorskie posunięcie w dziele sterroryzowania kraju i opozycji. Na ziemszczynę car nałożył gigantyczne podatki, zaczął usuwać bojarów i szlachtę z majątków, podcinając ekonomiczne podstawy „podejrzanych” rodów i zasilając kiesy oddanych mu opriczników. Przy okazji karania owych „wrogów państwa” opricznicy wyrównywali osobiste porachunki.
Wprowadzony przez cara terror był bodaj gorszy niż 250-letnie rządy tatarskie. Pierwszą ofiarą już w lutym 1565 r. stał się kniaż suzdalski Aleksander Gorbaty, jeden z wybitnych wodzów i zdobywców Kazania, oraz jego 17-letni syn. Za nim pod topór poszli inni bojarzy. Rozsadzając dawne powiązania i wspólnoty książęce, car konfiskował majątki książąt rostowskich, jarosławskich, starodubskich, obeleńskich i zsyłał ich do Kazania. Odepchnięci od dworu carskiego przestali odgrywać jakąkolwiek rolę polityczną.

Jednak klęski ponoszone przez wojska cara w wojnie z Polską i Litwą wymusiły na Iwanie IV zwołanie Soboru Ziemskiego w 1566 r. Zamiast stać się maszynką do uchwalenia nadzwyczajnych podatków i wystawienia wojska, Sobór odważył się zwrócić do cara z błaganiem o zniesienie opriczników, którzy „obrażają nas, biją nas, dźgają nas nożami i mordują”. W odpowiedzi car kazał stracić trzech proszących dworian uznanych za przywódców, a 50 wychłostać. Wygłaszającym mowę błagalną nakazał wyrwać języki.

Główne uderzenie skierowane zostało przeciwko Włodzimierzowi Rurykowiczowi ks. starickiemu, wysuniętemu podczas symulowania choroby Iwana IV na kandydata do tronu. Początkowo car okazał mu „miłość”, jak pisał, nakazując wymianę jego ziem na własne. W ten przebiegły sposób podciął korzenie łączące księcia ze stariackim bojarstwem. Następnie uderzył we wpływowego przywódcę Dumy Bojarskiej „starego stylu” Iwana Fiodorowa – Czeladnina, który słynął z tego, że nie przyjmował łapówek. Car wysłał go z Moskwy do granicznego Połocka, a w 1567 r., po odkryciu nowego „spisku”, Fiodorow został zesłany do Kołymy. Majątki należące do bojara spustoszono, a von Staden odnotował z lubością, że dziewczyny w dobrach Fiodorowa rozebrano do naga, po czym kazano im łapać kury na polach, strzelając do nich z łuku. Jak w wielu przypadkach i tu opricznicy zrabowali i zniszczyli dobra bojara.
Storturowanego Fiodorowa oskarżono o próbę przejęcia tronu, przebrano za cara, doprowadzono przed oblicze Iwana IV i posadzono na tronie. Iwan Groźny odegrał przed nim monodram, kłaniając się i upokarzając rzekomego „cara”. Po czym, jak pisał niemiecki opricznik Albert Schlichting, zatopił nóż w piersi Fiodorowa. W latach 1567-1568 prowadzone śledztwa doprowadziły do stracenia kolejnych 150 szlachciców i urzędników oraz 300 sług bojarskich.

Od 1565 r. zaczęły się też masowe przesiedlenia. „Większość rosyjskiej szlachty została wyrugowana ze swych rodzinnych ziem”, pisali Andriej Pawłow i Maureen Perrie. Więzi rodzinne i społeczne zostały porozrywane, bojarzy tracili rodowe i dziedziczne majątki. Przesiedlenia objęły również kupców jako warstwę niebezpieczną, bo ruchliwą, niosącą zarazki niepokoju. Prawdopodobnie taki obraz zrodził się w chorym mózgu Iwana IV, który obawiał się również handlowców.

Pozostała Cerkiew, tak droga sercu pobożnego ciała. Widząc, co się święci, metropolita moskiewski Atanazy zgłosił chęć usunięcia się do monasteru, więc car zaproponował na to stanowisko arcybiskupa Kazania, Germana Polewa. Ale German jeszcze przed wyborem na metropolitę nieopatrznie przypomniał carowi o Sądzie Ostatecznym. W odwecie został zamordowany przez opriczników. Kolejny kandydat, Filip Kołyczew, ihumen monasteru sołowieckiego, słynął z wielkich talentów organizacyjnych i został 25 lipca 1566 r. wybrany metropolitą całej Rusi. Ale i on zaprotestował przeciw fali mordów. Wtedy do cerkwi w czasie nabożeństwa wpadli opricznicy, zdarli z niego szaty liturgiczne i uwięzili. Wedle legendy metropolita Filip został zasztyletowany przez dowódcę opriczników Malutę Skuratowa.

Choć wydawało się, że jest to szczyt terroru, to niebawem okazało się, że był to zaledwie początek. W 1570 r. zaczęła się straszliwa kaźń Nowogrodu Wielkiego i masowe egzekucje w Plugawej Kałuży w Moskwie. Po niej dopiero opricznicy zaczęli „pożerać” sami siebie, tak jak rewolucja pożera własne dzieci.
Ale to temat na osobną opowieść, w której wypadałoby przyjrzeć się również konsekwencjom opriczniny dla Rosji – i dla Rzeczypospolitej.

Źródło: Jerzy Besala, Wiedza i życie, Kwiecień 2015, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *