Duchy Białego Domu

Znalezione obrazy dla zapytania duchy w białym domu

Hillary Clinton, choć sama nie wierzy w duchy, przyznaje, że kiedy mieszkała w Białym Domu, kilkoro gości odmówiło nocowania w sypialni prezydenta Abrahama Lincolna. Właśnie z powodu jego ducha.

Szesnasty prezydent Stanów Zjednoczonych nigdy nie opuścił Białego Domu. Od 150 lat jego postać widują członkowie administracji kolejnych prezydentów. Krąży po całym budynku, ale najczęściej spotkać go można w pokoju zwanym dziś sypialnią Lincolna (za jego prezydentury służył mu za biuro).

Portret Lincolna (Fot. Britannica/Wikipedia Commons)

Pewnej nocy odwiedził nocującego tam premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, a innym razem królową Holandii Wilhelminę. Królowa na widok zjawy zemdlała. Churchill zachował więcej zimnej krwi. Chociaż – jak opowiadał później swoim gospodarzom – duch odwiedził go w sytuacji nieco kłopotliwej: wychodził akurat nago z przylegającej do sypialni łazienki. Abraham Lincoln siedział spokojnie przy kominku i nie zwrócił na niego uwagi.

Zjawa Lincolna widywana bywa też w Gabinecie Owalnym. Tam zwykle stoi przy oknie i wpatruje się, pomad wodami rzeki Potomac, w rozciągające się na drugim brzegu pole bitwy z czasów wojny secesyjnej. Tak zwykł był już czynić za życia. To tam zobaczyła go kiedyś żona prezydenta Calvina Coolidge’a, co zostało odnotowane jako pierwsze pośmiertne pojawienie się Lincolna.

Czy jego duch naprawdę mieszka w Białym Domu? Większość Amerykanów zdziwiłaby się, że ktoś może w ogóle w to wątpić. Od połowy XIX wieku kolejne pokolenia słyszą o spotkaniach z nim. Relacji pochodzących od wiarygodnych osób jest tak wiele, że choć nie łatwo uwierzyć w ducha, to trudno też uznać je za całkowite brednie. Spotykali Lincolna nawet prezydenci, m.in. Harry Truman, Theodore Roosevelt oraz Dwight Eidenhower. Ukazał się on również swojemu biografowi Carlowi Sandburgowi. Być może wcale nie jest to aż tak niezwykłe – Lincoln już bowiem za życia chętnie flirtował „z tamtą stroną”.

O tym, że prezydent był obdarzony sporymi paranormalnymi zdolnościami, pisze m.in. John Alexander, autor „Ghosts”, książki o najsłynniejszych spotkaniach z duchami w Waszyngtonie.

Głośny był profetyczny sen Lincolna. Pewnej nocy przyśniły mu się szlochy – płakali ludzie nad ustawioną w Białym Domu otwartą trumną. „To zabity prezydent” – usłyszał. Zajrzał wtedy do trumny i zobaczył siebie. Potem często powtarzał, że zostanie zabity podczas pełnienia urzędu. I tak się też stało – zastrzelił go w niestrzeżonej loży teatralnej aktor John Wilkes Booth.

Zamiłowanie do seansów spirytystycznych zawdzięczał Lincoln swojej żonie. Mary Todd. To ona była zagorzałą spirytystką i organizowała spotkania przy okrągłym stoliku w Czerwonym Pokoju. W 1862 roku zmarł jej ukochany 11-letni syn Willie. Mary nie mogła się po tym otrząsnąć. By nawiązać kontakt z dzieckiem, sprowadziła do Białego Domu medium, a później kolejne. Prezydent się nie sprzeciwiał, widząc, że pomaga to żonie. Twierdziła, że dzięki temu rozmawia z synem. W końcu i Lincoln wziął udział w kilku seansach. Traktował je bardziej jako wydarzenie towarzyskie niż mistyczne. Bywali na nich na przykład członkowie gabinetu odpowiedzialni za sprawy wojenne. Wszystko to działo się bowiem w środku wojny secesyjnej. Zachowały się nawet przekazy, według których Lincoln miał wypytywać – z przymrużeniem oka rzecz jasna – o wskazówki, jak prowadzić działania wojenne.

Wiele lat po śmierci Lincolna Nettie Colburn, medium obdarzone przez Mary Todd największym zaufaniem, opublikowała swoje wspomnienia. Opisała w nich także seanse w Białym Domu. Jeden z nich wydaje się szczególnie interesujący. Przemawiające przez kobietę byty zaczęły zwracać się wprost do prezydenta i zachęcać go do… zniesienia niewolnictwa. Lincoln usłyszał, że to jego życiowa misja, dla której „Wyższy Porządek” wyniósł go do jego stanowiska. Byty nakłaniały go, by wykazał stanowczość w pracy nad nowym prawem. Tak, by było ono zwieńczeniem nie tylko jego prezydentury, ale i całego życia. Na ile prezydent wziął sobie do serca te wskazówki „z góry”, nie wiadomo. Faktem jest, że już rok później weszła w życie tzw. Proklamacja Emancypacji, czyli dekret prezydencki znoszący niewolnictwo na obszarze stanów należących do Konfederacji. Dwa lata później, po zakończeniu wojny secesyjnej, zostało ono zniesione w większości stanów. A Lincoln przeszedł do historii jako prezydent, który położył kres niewolnictwu. Być może to właśnie za te zasługi „Wyższy Porządek” pozwolił mu na wieczną kadencję w Białym Domu?

W tej rezydencji jest jeszcze kilka innych zasiedziałych od stuleci mieszkańców. Krzywdy nikomu nie robią, ale niejednego już nastraszyli. Najbardziej upiorne wrażenie robi brytyjski żołnierz, który biega po korytarzach z płonącą pochodnią w ręku. Ten nieznany z nazwiska Anglik zginął tu w 1814 roku, podczas wojny brytyjsko-amerykańskiej. Brytyjczycy próbowali wówczas puścić z dymem siedzibę prezydenta USA. W 1815 roku podpisano pokój, ale duch chyba nie przyjmuje tego do wiadomości, bo wciąż próbuje dokonać dzieła zniszczenia.

Administracja Białego Domu już się do niego przyzwyczaiła, czego nie można powiedzieć o oficjalnych gościach. W 1954 roku pewna para zaproszona przez prezydenta Eisenhowera zaczęła w środku nocy pakować walizki. Chcieli uciekać do hotelu – tak przeraziła ich zjawa z pochodnią, która zamierzała, jak im się wydawało, podpalić ich łóżko.

Ale są też tacy, którzy sądzą, że Anglik naprawdę niegdyś podpalił Biały Dom. W Wigilie 1929 roku, za kadencji prezydenta Hoovera, w Zachodnim Skrzydle wybuchł pożar. Oficjalnie ogłoszono, że przyczyną był zatkany kanał nad kominkiem, ale co bardziej przesądni pracownicy wiedzieli swoje: Anglikowi w końcu się udało.

Jest też duch, któremu Biały Dom zawdzięcza to, że wciąż istnieje jego słynny Ogród Różany. Kiedy małżonka prezydenta Wilsona na początku XX wieku stwierdziła, że po stu latach najwyższy czas zmienić coś w otoczeniu i wymienić rosnące tu od początku róże na inne kwiaty, przeszkodziła w tym… inna pierwsza dama. Ta, która te róże posadziła, Dolley Madison. To ona na początku XIX wieku założyła przy Białym Domu Ogród Różany, a później, w ciągu dwóch kadencji swojego męża, doprowadziła go do rozkwitu. I nie potrafiła rozstać się z nimi nawet po śmierci. Już na długo przed panią Wilson w ogrodzie widywano postać Dolley Madison przechadzającą się wśród ukochanych kwiatów. Nic więc dziwnego, że tak nastraszyła ogrodników zabierających się do wykopywania krzewów, że cały plan ostatecznie został zarzucony. A mężczyźni długo jeszcze opowiadali, jak to padli ofiarą ataku wściekłej kobiety, która z pewnością nie była z krwi i kości.

Nie bardzo za to wiadomo, dlaczego wciąż obecny jest w Białym Domu duch innej pierwszej damy, Abigail Adams. Zwłaszcza, że nie robi ona nic szczególnego, chociaż może, jak na żonę prezydenta USA, bardzo szczególnego – wiesza bowiem… pranie. Gdy prezydent John Adams wraz z małżonką wprowadzali się w 1800 roku do Białego Domu, nie był on jeszcze całkiem wykończony. Pani prezydentowa miała zwyczaj wywieszać świeżo wyprawną bieliznę w Pokoju Wschodnim, bo tam najlepiej schła. I tak przez dalsze 200 lat ją tam spotykano – z wyciągniętymi przed siebie rękami, jakby właśnie niosła lub rozwieszała pranie. Co więcej, kiedy jej duch się pojawia, czuć zapach mydła i świeżo wypranych ubrań.

Żona prezydenta Adamsa na portrecie Benjamina Blythe'a (Fot. Wikipedia Commons)
Pomiędzy te łagodne kobiece zjawy wdziera się też inna, ty razem tragiczna. To Anna Surratt, córka Mary Surratt, pierwszej kobiety, na której wykonano w USA karę śmierci. Dobijała się kiedyś do drzwi Białego Domu, chcąc uzyskać audiencję u następcy prezydenta Lincolna, by błagać o ułaskawienie dla matki. Nigdy go jednak nie uzyskała. Mary popełniła bowiem straszną zbrodnię – uczestniczyła w spisku na życie Lincolna i została powieszona 7 lipca 1865 roku. Do dziś nie ma jednak pewności, czy była winna. Walenie w drzwi Białego Domu słychać było podobno jeszcze wiele lat po jej egzekucji, przeważnie w lipcu. To Anna wciąż dobijała się o sprawiedliwość.

Źródło: Ewa Dereń, Wróżka, Źródła zdjęć: [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *