Demony Fridy Kahlo

Podobny obraz

Chorowała na polio, przeżyła straszny wypadek, miała złamany kręgosłup i amputowaną nogę. Małżeństwo z artystą Diego Riverą było naznaczone zdradami. Ucieczki szukała w romansach, alkoholu i narkotykach. Jej malarstwo było szokujące, bo takie było jej życie. „Maluję tylko rzeczywistość”, mówiła Frida Kahlo.

Meksyk. Galeria de Arte Contemporaneo. Kilku silnych mężczyzn wnosi do środka łoże. Leży na nim niewielka, ubrana w kolorową suknię kobieta. Na palcach ma ogromne pierścienie, w uszach duże kolczyki. Jej głowę okala wieniec z czerwonych kwiatów. Jeśli ktoś miałby jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, kim jest ta dama, zrośnięte ciemne brwi powinny je rozwiać. Jest rok 1953. Lekarz nie pozwala Fridzie Kahlo ruszyć się z łóżka. Ale to ważna chwila w życiu meksykańskiej artystki. Właśnie ma zostać otwarta wystawa jej prac. Po raz pierwszy w jej ukochanym kraju. Nie może się tam nie pojawić. Jak zawsze zrobiła więc, co chciała, jednocześnie wypełniając nakazy lekarza.

Miała trzy siostry, ale żadna z nich nie doświadczyła tylu cierpień co Frida. Była ukochaną córką Guillermo Kahlo, Żyda niemieckiego pochodzenia, który w poszukiwaniu przygód przyjechał do Meksyku. Tam spotkał matkę Fridy – Matilde Calderon y Gonzalez – i miesiąc po śmierci pierwszej żony ożenił się właśnie z nią. Surowa katoliczka wyznała kiedyś Fridzie, że nigdy go nie kochała. Dlatego to właśnie trzecia córka stała się najbliższą mu osobą. Gdy miała sześć lat, zachorowała na jedną z najcięższych postaci polio. Paraliż dziecięcy spowodował, że jej noga stała się kilka centymetrów krótsza. A to był dopiero początek cierpień…

Kiedy miała osiemnaście lat, wydarzył się wypadek, który naznaczył ją na resztę życia. To cud, że z niego wyszła. Ona i jej ówczesny chłopak, Alejandro Gomez Arias, wracali ze szkoły. Jechali autobusem, który zderzył się z tramwajem. Frida znalazła się wśród tych najciężej rannych. Miała złamany kręgosłup, obojczyk, miednicę, żebra, nogę w jedenastu miejscach. Metalowy słup przebił jej macicę. Już wtedy lekarze wiedzieli, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Frida nie zdawała sobie z tego sprawy, ale gdy wyszła za mąż za 20 lat starszego Diego Riverę, zapragnęła zostać matką. Jej trzy ciąże skończyły się przymusowymi aborcjami i poronieniem. Jedno z tych dramatycznych wydarzeń rozegrało się w Detroit, gdzie wyjechała razem z mężem. Udokumentowała je, malując szokujący obraz „Henry Ford Hospital”. Malarstwo Fridy jest wstrząsające, bo takie było jej życie. „Maluję swoją własną rzeczywistość. Jedyne co wiem na pewno, to fakt, że musze malować, bo tego potrzebuję i maluję wszystko, co mi przychodzi do głowy. Straciłam troje dzieci. Zastąpiły je obrazy”, tłumaczyła. Po stracie drugiego dziecka pisała do swojego przyjaciela, doktora Leo Eloessera: „Tak bardzo czekałam na to, że będę miała małego Dieguita, że płakałam strasznie, ale stało się i nie mogę zrobić niczego innego, niż z tym żyć”. Całe życie Frida marzyła o synu. „Gdybym miała syna, chciałabym, żeby wyglądał jak Diego. Miałam trzynaście lat, gdy po raz pierwszy chciałam mieć syna. Zwykłam przechodzić obok Diego i marzyć o tym, żeby urodzić mu dziecko. Zwykłam opowiadać o tym moim przyjaciółkom, podczas jedzenia lodów na rynku Cooacan”.

Podobny obraz

Poznali się kilka miesięcy po wypadku Fridy, choć ona znała go wcześniej. Diego Rivera tworzył fresk w holu National Preparatory School, gdzie Frida uczyła się medycyny. Ale wtedy marzyła o tym, by zostać lekarką. Wszystko zmieniło się po wypadku. Unieruchomiona przez kilka miesięcy w gipsowym gorsecie zaczęła malować. Gdy stanęła już na nogi, zwróciła się do Rivery, by poradził jej, czy ma tworzyć dalej. Ten stwierdził, że ma talent i namawiał do malowania. „Zaczęłam malować obrazy, które mu się spodobały. Jego styl naśladowałam jedynie przez krótki czas”, wspominała. Połączyła ich miłość do malarstwa i do partii komunistycznej. Dzieliła różnica wieku i podejście do seksu. Kiedy Frida Kahlo i Diego Rivera pobierali się w 1929 roku, niezadowolona z takiego obrotu spraw matka panny młodej stwierdziła, że ich związek jest jak związek gołębicy ze słoniem. Coś w tym było. Ona była malutka, miała tylko 155 cm wzrostu, ciemne włosy i zrośnięte, gęste, czarne brwi. On był olbrzymem. Gdy się pobierali, ona miała 22 lata, on 42 i twierdził, że choroba nie pozwala mu być wiernym jednej kobiecie. Potwierdził to nawet wspomniany już wcześniej doktor Eloesser: „Diego bardzo cię kocha, a ty kochasz jego. Faktem jest też, i wiesz to dużo lepiej ode mnie, że poza tobą ma jeszcze dwie wielkie miłości – malowanie i kobiety. On nigdy nie był i nie będzie typem monogamisty”. Frida zrozumiała to po latach. „Nie mogę mówić o Diego jak o moim mężu, bo to wyrażenie w odniesieniu do niego jest totalnym absurdem. Nigdy nie był i nigdy nie będzie niczyim mężem”. Przez długi czas nawet nie mieszkali razem. „Diego nie chce mieszkać ze mną w tym samym domu, gdyż uwielbia być sam, i twierdzi, że ja zawsze chcę, żeby wszystkie jego rzeczy i papiery były porządnie ułożone, a on woli bałagan. W każdym razie troszczę się o niego najlepiej jak umiem, i będę go kochać do końca życia, nawet jeśli on sobie tego nie życzy”, pisała w liści do jednego z przyjaciół. Ich małżeństwo było bardzo burzliwe. Wciąż się kłócili i godzili, rozstawali i wracali do siebie. I wciąż się zdradzali.

Każdy romans Diega Frida „odbijała” sobie, również wdając się w romanse. Nie przeszkadzało mu, jeśli w jej łóżku lądowały kobiety. Lecz gdy zdradzała go z mężczyzną, szalał z zazdrości. Groźbami wygłaszanymi w stronę kochanka i wymachiwaniem mu przed nosem rewolwerem zakończył się romans Fridy z rzeźbiarzem Isamu Noguchim. Rivera nigdy nie nakrył ich w łóżku, ale Noguchiego zdradziła skarpeta. Gdy pewnego razu on i Frida kochali się, zostali ostrzeżeni przez służącego, że do domu zbliża się Rivera. Rzeźbiarzowi prawie udało się uciec, tylko że jedną ze skarpetek porwał mu pies. Przy następnej okazji Rivera zagroził rzeźbiarzowi, że jeśli jeszcze raz zbliży się do jego żony, zastrzeli go. Strach przed zazdrosnym mężem był silniejszy niż miłość do Fridy. Za to jedne z romansów Rivery zakończył się rozwodem. Zdradził bowiem żonę z jej siostrą, Cristiną. To był dla Fridy wielki cios, zwłaszcza że oczekiwała od męża już nie tyle wierności, co lojalności. O ich romansie dowiedziała się w 1934 roku. Tym razem nie zadziałały zwykłe sposoby odreagowania, czyli alkohol i romanse. W pamiętniku zapisała: „Piję, by utopić smutki, ale przeklęte nauczyły się pływać”. Wyprowadziła się od męża, a w 1939 roku sąd orzekł ich rozwód. Na rok. Nie wytrzymali bez siebie dłużej. Pobrali się ponownie i znów zaczęło się to samo. Zdrady leczone romansami i alkoholem.

Na liście jej kochanków znajdują się i mężczyźni, i kobiety, nawet słynna tancerka i piosenkarka Josephine Baker, którą poznała w Paryżu. Pojechała tam bez męża, na zaproszenie Andre Bretona, który zaprosił ją do udziału we wspólnej wystawie „Mexique”. Frida zabrała ze sobą 18 prac, ale były zbyt szokujące, by pokazywać je publicznie. Do wieloletniego kochanka, fotografa Nichoalasa Murraya, pisała: „Parę dni temu Breton mi powiedział, że jakiś współpracownik Pierre’a Colle’a (właściciel galerii, w której odbyła się wystawa) stary pierdoła i skurwysyn obejrzał moje obrazu i stwierdził, że tylko dwa mogą być wystawione, bo reszta jest zbyt szokująca dla publiki. Mogłam zabić tego faceta i w końcu to przełknąć, ale jestem tak chora i zmęczona całą tą aferą, że postanowiłam wysłać wszystkich do diabła i uciekać z tego gnijącego Paryża, zanim ocipieję do reszty”. Ona nie pokochała Paryża, ale Paryż pokochał ją. Do tego stopnia, że jeden z prezentowanych obrazów zatytułowany „Rama” kupił Luwr, ona sama znalazła się na okładce francuskiego „Vogue’a”, a Andre Breton z zachwytem mówił, że „jej sztuka to wstążka owiązana wokół bomby”. On też zaliczył ją do surrealistów, o których nie miała zbyt dobrego zdania: „Ci ludzie doprowadzają mnie do mdłości. Są tak cholernie intelektualni i zepsuci do szpiku kości, że nie mogę ich już dłużej znieść. Obmierźli mi do szczętu. Wolałabym siedzieć na rynku w Toluce i sprzedawać tortille, niż mieć cokolwiek wspólnego z tymi artystycznymi paryskimi sukinsynami (…) cała ta cyganeria to kupa gówna”.

Burzliwe życie u boku artysty i nieustający ból fizyczny sprawiły, że uzależniła się od morfiny, alkoholu i papierosów. Pierwsza żona Rivery wspominała, że Frida już jako młoda dziewczyna „goliła tequile jak prawdziwy mariachi”. Podobno zawsze też nosiła ze sobą piersiówkę lub ukryty w staniku flakonik po perfumach pełen alkoholu. Jak widać, nie przeszkadzało to Lwu Trockiemu, który został jej kochankiem. Trocki, współtwórca ZSRR, przeciwnik Stalina, musiał uciekać z kraju. Po tułaczce po Turcji, Francji, Norwegii w 1937 roku trafił do Meksyku, gdzie dzięki wstawiennictwu Rivery otrzymał status uchodźcy politycznego. Trocki i jego żona Natalia zamieszkali w domu rodzinnym Fridy – Casa Azul. Nikogo nie zdziwił wybór kryjówki dla zbiegów. Przecież Frida była politycznie zaangażowaną komunistką. Choć urodziła się w 1907 roku, zmieniła datę na 1910, gdyż wtedy wybuchła rewolucja meksykańska. Już w szkole medycznej zaangażowała się w działania socjalistyczno-nacjonalistycznej grupy „Los Cachumas”, a po wypadku wstąpiła do Ligi Młodych Komunistów. Państwo Troccy mieszkali w „błękitnym domu”, dopóki Diego nie dowiedział się, że Frida i Lew zostali kochankami. Troccy wyprowadzili się, ale ich kontakty z państwem Rivera zostały przyjacielskie. Gdy w 1940 roku Trocki został zamordowany, jedną z podejrzanych stała się artystka. Przesłuchiwano ją i aresztowano, ale dzięki pomocy Diego wyszła na wolność. Trzy miesiące później znów stali na ślubnym kobiercu.

Frida, której od czasu wypadku codziennie towarzyszył ból, po ponownym ślubie podupadła na zdrowiu, przeszła kolejne bolesne operacje, o których sama mówił, że pewnie zaszkodziły jej bardziej niż sam wypadek. „Przez trzy miesiące leżałam w łóżku w gipsowym gorsecie z okropnym aparatem na szyi, przez który cierpiałam jak cholera. Wydałam wszystkie pieniądze, jakie miałam, na konsultacje ze specjalistami od kości i byłam przerażona, byłam pewna, że tym razem umrę”, pisała w liście do Sigmunda Firestona. Przeszła w sumie ponad 30 operacji. Pod koniec życia wdała jej się gangrena, przez co kilka miesięcy przed śmiercią amputowano jej stopę. „Lekarze doprowadzają mnie do szału i desperacji. Dlaczego miałabym im na to pozwolić? To tak, jakby chcieli zrobić ze mnie idiotkę i jestem już naprawdę zmęczona tą pieprzoną stopą. Chciałabym malować w spokoju i nie mieć na głowie tych problemów. Ale nic na to nie poradzę, będę narzekać i cierpieć, dopóki się to wszystko nie skończy”, pisała do doktora Eloessera. Skończyło się 13 lipca 1954 roku. Ale zanim to się stało, Frida zdołała jeszcze uczestniczyć w wernisażu swoich prac w Meksyku i napisać w pamiętniku, że ma nadzieję, że wyjście jest radosne i że nigdy nie wróci.

Nie wiadomo tak naprawdę, jaka była przyczyna jej śmierci. Pierwsza wersja mówi o tym, że zmarła na zapalenie płuc, druga, że popełniła samobójstwo. Cornelia Mayet, pielęgniarka, która opiekowała się nią pod koniec życia, wspominała, że cierpiała strasznie. „Nagle Frida zaczęła przeraźliwie krzyczeć, mówiła, że odczuwa okropny ból, jakby odcinali jej nogę na nowo”. Po śmierci swojej podopiecznej zauważyła, że brakuje kilkunastu tabletek przeciwbólowych. Diego Rivera zapisał w pamiętniku: „13 lipca 1954 roku był najtragiczniejszym w moim życiu. Straciłem moją ukochaną Fridę na zawsze… Zbyt późno zdałem sobie sprawę, że najcudowniejszą częścią mojego życia była moja miłość do niej”, a potem ożenił się po raz czwarty.

Źródło: Katarzyna Zwolińska, Viva, Źródła zdjęć: [1] [2]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *