Kasia Sobczyk – Tak blisko od sławy

Znalezione obrazy dla zapytania Kasia sobczyk

Z gitarą się nie rozstawała. Wielką sławę zdobyła szlagierami wyśpiewanymi z zespołem Czerwono Czarni: „O mnie się nie martw”, „Mały Książę”, „Nie bądź taki szybki Bill”, „Trzynastego”, „Biedroneczki są w kropeczki”. Kasia Sobczyk w latach 60. uwodziła dołeczkiem w policzku i silnym głosem. Świat leżał u jej stóp, a jednak nie była szczęśliwa.

Jako Kazimiera Sawicka urodziła się w podrzeszowskim Tyczynie. Jej rodzina wiele razy się przeprowadzała i w końcu osiadła na drugim końcu Polski, w Koszalinie. Ojciec zajmował się strojeniem instrumentów, kochał muzykę. Zaraził tą miłością najmłodszą z czworga rodzeństwa córeczkę. Mama prowadziła dom. Nie przelewało się, ale nie załamywali rąk i starali się żyć godnie. Nie mieli nic przeciwko marzeniom małej Kazi.

A ona już w przedszkolu została aktoreczką, grając laleczkę w przedstawieniach. Scena pociągała ją coraz bardziej, a talent wokalny, rozwijany dzięki pasji taty i naukom gry na gitarze, dawanym przez starszą siostrę, szybko przykuł uwagę kolegów ze szkoły podstawowej. Tańczyła w balecie, występowała w chórze Colegium Musicum i grała na gitarze,

Jako 16-latka występowała z amatorskim zespołem Biało Zieloni. Wtedy też zauroczyła prawdziwych muzyków z Czerwono Czarnych wykonaniem piosenki Edith Piaf „Sekwana zakochana”. Znani już wówczas i bardzo popularni bigbeatowcy przyjechali do Koszalina, szukając młodych talentów. Ale ona miała inne plany. Była w trzeciej klasie liceum pedagogicznego i na taki kierunek studiów chciała się dostać po maturze. Być może dopięłaby swego, bo zawsze była uparta, gdyby nit to, że wystąpiła w Szczecinie na II Festiwalu Młodych Talentów. Weszła do złotej dziesiątki i Czerwono Czarni zaproponowali jej współpracę – z nimi śpiewały prawdziwe gwiazdy, czekały ją występy w telewizji… Nie mogła odmówić! Została wokalistką i rozpoczęła wędrówkę ku sławie, a maturę zdała kilka lat później.

Sukces gonił sukces. Na opolskim festiwalu w roku 1964 zdobyła I nagrodę za szlagier „O mnie się nie martw”. W tym samym roku w Sopocie słynny wówczas impresario Bruno Coquatrix, dyrektor paryskiej Olympii, tak się nią zachwycił, że zaoferował jej roczny kontrakt. I tu popełniła błąd, którego nie mogła sobie wybaczyć do końca życia. Odmówiła!

„Byłam bardzo młoda, zakochana. Myślałam, że jak wyjadę do Paryża bez mojej miłości, to świat się zawali” – wspominała. A Olimpia była najbardziej prestiżową sceną na świecie. Tu występowała jej ukochana piosenkarka Edith Piaf i Charles Aznavour! Kasia jednak wybrała kolegę, który ją zauroczył. Niestety ta miłość okazała się jedynie miłostką. Zaś mężem jej został… kolega z zespołu, Henryk Fabian, który w rzeczywistości nazywał się Sawicki. Szlagier, który razem zaśpiewali: „Zakochani zawsze są na świecie sami” wzięła sobie niestety zbyt mocno do serca. W 1975 roku urodził się ich syn Sergiusz. Gdy miał pół roczku, oddali go znajomym na wychowanie. Mieszkali w Warszawie, żyli światowym życiem. Pochłaniały ich występy a nie życie rodzinne. Jeszcze na początku lat 80. pojechali na koncerty do USA. Kasi spodobało się na obczyźnie. Po powrocie nie umiała się odnaleźć. Rozstała się z mężem i w 1992 roku wróciła do Stanów.

Miała robić wielką karierę, ale płyty „Ogrzej mi serce” i „Niewidzialne” nie powtórzyły sukcesu szlagierów z czasu Czerwono Czarnych. Henryk Fabian zmarł w 1998 roku, a mimo to nie wróciła. Syn dorósł w poczuciu krzywdy. Dopiero nowotwór piersi wszystko zmienił.

Chora Kasia w 2008 roku wróciła leczyć się. Leżąc w szpitalu, pogodziła się z synem, ale walkę z nowotworem przegrała 28 lipca 2010 roku. 3 lata później Sergiusz, który szedł w ślady rodziców, niespodziewanie zmarł. Był w przededniu wydania płyty upamiętniającej twórczość mamy i taty…

Znalezione obrazy dla zapytania Kasia sobczyk

Źródło: Rewia nr 26/29.06.2016 MD, Źródła zdjęć: [1] [2]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *