Ocaleni w centrum wybuchu

Podobny obraz

Wiejący z prędkością 1500 km/h atomowy podmuch, fala ognia i śmiercionośne promieniowanie zabijało wszystkich, z wyjątkiem… kilku jezuitów. Jak to możliwe?

W 1945 roku Niemcy były już pokonane, ale koalicja antyfaszystowska nadal walczyła z Japonią, która nie zamierzała się poddawać. W tej sytuacji Amerykanie zdecydowali się użyć bomby atomowej. Naukowcy pracowali nad nią od wielu lat. Śmiercionośna broń podczas wybuchu czerpie energię z reakcji rozszczepienia jąder atomowych uranu lub plutonu. Temperatura wokół wzrasta do kilku tysięcy stopni C, powstaje ognista fala uderzeniowa, a z powierzchni ziemi wszystko wyparowuje. Następuje emisja silnego promieniowania neutronowego i elektromagnetycznego, w jego wyniku w glebie i powietrzu pojawiają się izotopy promieniotwórcze.

6 sierpnia 1945 roku, w Święto Przemienienia Pańskiego, niebo nad Hiroszimą było błękitne. Bomba spadała około czterdziestu sekund. O godzinie 8.16 nad miastem pojawił się słup dymu, sięgający na kilkanaście kilometrów w górę. Uformował się charakterystyczny grzyb. Od razu zginęło około trzydziestu procent populacji miasta (osiemdziesiąt tysięcy ludzi), a kolejne sto trzydzieści tysięcy osób zmarło później w wyniku powikłań popromiennych. Całkowicie zniszczone zostało około pięćdziesięciu z siedemdziesięciu tysięcy budynków. W jednym z domów, które znajdowały się niedaleko epicentrum wybuchu, mieściła się plebania kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Hiroszimie. Tuż przed ósmą rano czterech członków zakonu jezuitów zaczęło tam jeść śniadanie. Byli to: Hugo Lassalle, Hubert Schiffer, Wilhelm Kleinsorge i Polak, Hubert Cieślik. Ojciec Schiffer właśnie skończył odprawiać Mszę Świętą.

„Nagle – jak wspominał wiele lat później ojciec Schiffer – potężna eksplozja szarpnęła powietrzem. Niewidzialna siła uniosła mnie w górę, wstrząsnęła mną, rzucała, wirowała niczym liściem podczas jesiennej zawieruchy”.

Z domów, które otaczały plebanię i kościół, niewiele zostało. Ich mieszkańcy zginęli na miejscu. Ale ojciec Cieślik i jego towarzysze jeszcze nie byli tego świadomi. Wiedzieli tylko, że… im samym nic się nie stało! Polski zakonnik napisał nawet w swoim pamiętniku, że jedyne obrażenia, jakie odniósł w wyniku wybuchu, to skaleczenie od odłamków szkła, które uniosły się w powietrzu na skutek zmiecenia szyb! Nietknięte pozostały także dwie figury, znajdujące się w kościele: Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi.

Tymczasem na zewnątrz pozostały tylko zgliszcza. Ciała ludzi po prostu wyparowały pod wpływem ogromnej ciepłoty. Zwłoki tych, którzy mieszkali dalej, zwęgliły się. Na jezuitów nie zadziałała jednak rekordowa temperatura, jaka powstaje w momencie eksplozji. Nie dotknęły ich także skutki przebywania pod wpływem niezwykle silnego promieniowania. Żaden z nich nie zapadł na chorobę popromienną ani od razu po wybuchu, ani później. Choć na ich skórze miały – jak przepowiadali lekarze – pojawić się bąble i rany, było prawie pewne, że zachorują na nowotwory, a ich ciała powinny zacząć się powoli rozkładać, nic takiego się nie wydarzyło. Każdy z nich cieszył się dobrym zdrowiem przez kolejne lata i dożyli sędziwego wieku (Hugo Lassalle zmarł w wieku 92 lat).

Kilka dni później okazało się, że w Hiroszimie ocalał jeszcze jeden jezuita – ojciec Pedro Aruppe SJ. W momencie wybuchu przebywał na przedmieściach miasta i wkrótce dołączył do kolegów. Co ciekawe, lotnik lecący nad gruzami zrobił zdjęcie idących ulicą pięciu zakonników, którzy natychmiast ruszyli na pomoc rannym, tworząc szpital polowy (ojciec Aruppe był po studiach medycznych). Mężczyzn badano potem ponad dwieście razy, ale nie stwierdzono najmniejszego wpływu promieniowania na ich organizmy. Jak powiedział fizyk z Departamentu Obrony USA, dr. Stephen Rinehart: „Siedziba jezuitów powinna być ponad wszelką wątpliwość zniszczona”. Jaka jest więc tajemnica ich ocalenia? Ojciec Hubert Schiffer wyjaśnia ją bardzo prosto: „W tym domu codziennie był odmawiany wspólny różaniec. Żyliśmy tu orędziem Fatimy”.

Źródło: Katarzyna Jaworska, Dobry tydzień, Źródło zdjęcia: [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *