Święta życzliwości

Znalezione obrazy dla zapytania święta bożego narodzenia

W ten jeden magiczny wieczór nawet zatwardziały racjonalista wsunie do portfela łuskę karpia i spróbuje zamienić parę słów z kotem.

Boże Narodzenie kojarzy nam się przeważnie z obrazkiem pokrytych śniegiem dachów i drzew, pierwszą migocącą gwiazdką i rozemocjonowanymi buźkami oczekujących na prezenty dzieci. Nawet jeśli z powodu kaprysów pogody w Wigilię i święta pada deszcz i złośliwie wieje wiatr. Te święta mają przecież od wieków niezwykły nastrój, który stanowi antidotum na niesprzyjająca pogodę.

Chrześcijanie obchodzą Boże Narodzenie dopiero od IV wieku. Ale już znacznie wcześniej w tym właśnie okresie, pod koniec grudnia, odbywały się uroczystości w różnych kręgach geograficznych i kulturowych. Pod koniec roku świętowano w starożytnej Grecji, Rzymianie bawili się na radosnych Saturnaliach, a pogańscy Słowianie obchodzili zimowe przesilenie. Powodem do świętowania był najkrótszy dzień w całym roku i ten pierwszy, już o chwilę dłuższy. W dniach tych wypadały też najstarsze pogańskie święta na cześć zmarłych – były one okazją do radosnych wspomnień. Nie wiemy, kiedy dokładnie urodził się Jezus, nawet skomplikowane wyliczenia nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Koniec grudnia wydał się jednak ludziom ze wszech miar odpowiednią porą na świętowanie rocznicy jego przyjścia na świat. Nikt też nie walczył przez wieki z pozostałościami starych pogańskich obyczajów przynależnych temu okresowi. Po prostu harmonijnie włączono je do świątecznych chrześcijańskich obchodów, nadając im nowy sens i tworząc niezwykłą aurę bożonarodzeniową. I nawet jeśli dziś twardo stąpamy po ziemi, to jednak akceptujemy te obyczaje i tradycje, zakazy i nakazy, które w innych dniach wydałyby się nam pozbawione znaczenia.

Szczególnie obwarowana tradycjami i nie zawsze tłumaczącymi się wprost nakazami jest wigilia. Jej dzień jest na naszych ziemiach postny od wieków. Wszystkie składniki wigilijnej wieczerzy są symboliczne, choć co do wymowy tych symboli nie zawsze jesteśmy zgodni. Czy mak jest dobrą wróżbą bogactwa, czy też symbolem snu, który koi i prowadzi do snu wiecznego? Czy kapusta, mając niezliczone liście, symbolizuje równie liczne łaski losu? Czy groch o wielu ziarenkach wróży dostatek? Czy grzyby to tajemniczy pokarm, pochodzący z lasu, zamieszkałego przez nieludzkie istoty, czyli ze świata niezbyt dobrze znanego i nieoswojonego? A może po prostu te właśnie składniki najbardziej smakowały przez wieki naszym przodkom w postny dzień i dlatego z czasem dostąpiły zaszczytu budowania wigilijnego menu?

Każde dziecko wie, iż wigilijną wieczerzę można rozpocząć, gdy na niebie rozbłyśnie pierwsza gwiazdka. Na śnieżnobiałym obrusie rozpostartym na źdźbłach siana kładziemy – jak przed wiekami – najlepsze talerze u nakładamy na nie kolejne tradycyjne, te same od pokoleń potrawy.

A trzeba skosztować każdej z nich, nawet jeśli byłby to na przykład niezbyt lubiany owsiany kisiel. Jeśli to możliwe, dbamy też o parzystą liczbę biesiadników: aby nikogo nie ubyło w ciągu tego roku, który ma nadejść.

W wigilię deklarujemy też, że jeśli będzie trzeba, przyjmiemy strudzonego wędrowca pod swój dach. Ustawiamy więc dla niego jedno dodatkowe nakrycie. Dziś już mało kto pamięta, że nakrycie to miało inną wymowę: nasi przodkowie spodziewali się odwiedzin tych, którzy przed nimi odeszli w zaświaty. Wszystko było przecież możliwe tego jednego szczególnego wieczoru, kiedy to zwierzęta zaczynają mówić ludzkimi głosami. Są na to świadkowie, choć jakoś zadziwiająco trudno ich spotkać…

Symbolem, bez którego nie wyobrażamy sobie świąt, jest choinka. Aż nie chce się wierzyć, że moda na stawianie w domu świątecznego drzewka przyszła do nas dopiero w XIX wieku, zapożyczyliśmy ją od Niemców osiedlających się w Polsce. Przybraną choinkę możemy już dostrzec na jednym z obrazów Lucasa Cranacha (XVI wiek), trzeba było jednak kilku stuleci, aby stała się na całym niemal kontynencie symbolem świąt. U nas zastąpiła podłaźniczkę: zieloną gałąź przybraną kolorowymi cackami, którą wieszano u sufitu. Wyparła też symbolizujące przyszły urodzaj snopy zboża stawiane i w polskich chatach, i w pałacach.

Boże Narodzenie to święta pełne smaków. Zwłaszcza wigilijne potrawy są wyjątkowe, a w dniu tym ważna i symboliczna jest także ich liczba. W najbiedniejszych domach wynosiła ona siedem, w bogatszych dziewięć, a w magnackich jedenaście lub trzynaście. Cieszono się, jeśli większość z nich udało się przygotować z plonów własnego gospodarstwa. W domach bogatych na pamiątkę dwunastu apostołów przygotowywano niekiedy dwanaście dań z ryb (najczęściej złowionych w wigilijny ranek) – i liczono je za jedno danie. Do dziś zresztą możemy tak liczyć potrawy, które znajdą się na wigilijnym stole; w razie potrzeby do ich liczby dodajemy nawet chleb, aby wszystko było wedle zwyczaju. Opłatek, charakterystyczny początek polskiej wigilii, wywodzi się z nieofiarnych chlebów, eulogii, darowanych sobie wzajemnie przez wiernych i duchownych na początku ery chrześcijańskiej. Zanim zwierzęta, wedle wierzeń, przemówiły ludzkim głosem, gospodarze dzielili się i z nimi opłatkiem. Dopiero wtedy można było zasiąść do wieczerzy. Po jej zakończeniu chrupano bakalie (orzechy do symbol tajemnicy!) i rozdawano dzieciom prezenty. Jakże przykro było znaleźć pod choinką rózgę za złe zachowanie!

Dopiero po zjedzeniu wieczerzy można było rozpocząć wróżby, na które czekali w ten dzień wszyscy. Było wśród nich na przykład rzucanie obrzędową makową kutią o sufit: jeśli przywarła do niego, panna mogła się szykować do zamążpójścia. Wyciągano także sianko spod obrusa: długie i ciemnozielone źdźbło zwiastowało długie i dobre życie, a pannom ślubny wianek. Niezamężne dziewczyny wychodziły też z domu i rozpoczynały nawoływania – wiadomo było bowiem, że od strony skąd odezwie się echo, przybędzie konkurent. To był dzień pełen przepowiedni, w które wierzono albo i nie, ale też nie uważano ich wyłącznie za dobra zabawę – lepiej było, aby wyszły pozytywnie i zapowiadały coś dobrego.

Zresztą i my dzisiaj, choć niby w czary-mary nie wierzymy, wolimy w tym dniu schować dyskretnie łuskę karpia do portfela, aby zapewnić sobie pieniądze w nadchodzącym roku. Tak na wszelki wypadek.
Nieodzownym elementem tego wyjątkowego wieczoru, pełnego wzajemnej życzliwości, są piękne kolędy, które towarzyszą potem kolejnym świątecznym dniom. Ich sielankowa poetyka także wpłynęła niemało na ukształtowanie się specyficznego nastroju świąt.

„Cicha noc” bowiem „pokój niesie ludziom wszem”. ♥

Źródło: Barbara Adamczewska, Skarb Grudzień 2017, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *