Dojrzewanie do świętości

Znalezione obrazy dla zapytania łucja franciszek i hiacynta

Kilkuletnim dzieciom z Fatimy Matka Boża ukazała piekło. Do głębi przerażone tą wizją, zgodziły się cierpieć za nawrócenie grzeszników.

Trzynastego lipca 1917 roku na zboczu Cova da Iria nieopodal wioski Fatima (ok. 130 km na północny wschód od Lizbony) przy skalnym, karłowatym dębie, tuż przed godziną 17 zebrał się tłum ludzi. Otaczali w milczeniu troje klęczących dzieci: 10-letnią Łucję Santos oraz 9-letniego Franciszka i 7-letnią Hiacyntę Marto, kuzynów Łucji. W Cova da Iria była pełnia lata. Tłum razem z dziećmi odmawiał różaniec. W pewnej chwili słońce pociemniało, rześki wiatr powiał po zboczu, a mała szara chmurka rozpostarła się nad drobnolistnym dębowym krzewem. Manuel Marto, ojciec Hiacynty i Franciszka, usłyszał nagle pobrzękiwanie podobne do brzęczenia much w pustym dzbanie. Nad drzewkiem znienacka zabłysło światło. Klęczące dzieci zaczęły uważnie wpatrywać się w świetlistą poświatę. Tłum rozmodlonych ludzi rzucił się na kolana i zaczął modlić.

Od ponad roku dzieci doświadczały niezwykłych przeżyć. Nie umiały zrelacjonować dorosłym tego, co im się przydarzało. Były prostymi pastuszkami. Z całej trójki tylko Łucja umiała trochę czytać. Twierdziły, że przed kilkunastoma miesiącami widziały trzykrotnie anioła. Przedstawił się jako „stróż Portugalii”. Po raz ostatni ujrzały go wczesną jesienią 1916 roku. Trzymał w lewej ręce kielich, nad którym unosiła się hostia. Spływały z niej do kielicha krople krwi. Było to bez wątpienia przygotowanie do mistycznego spotkania z Matką Bożą. 13 maja 1917 r. dzieci nad karłowatym dębem na zboczy Cova da Iria ujrzały tajemniczą „Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce”. Poleciła dzieciom, aby przychodziły w to samo miejsce przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia, o tej samej godzinie. Gdy przyszły po miesiącu, usłyszały od Pani, że Franciszek i Hiacynta zostaną niedługo zabrani do wieczności. Wizja piekła z rozżarzonymi jak węgle ciałami potępionych i strasznymi demonami, przejęła dzieci grozą.

Najmłodsza z rodzeństwa, rozpieszczana, ale spokojniutka, ustępliwa, wrażliwa. Taka była Hiacynta. Lubiła zbierać kwiaty i układać je w bukiety. Mocno ją poruszały opowieści o cierpiącym Jezusie. Łucja zapamiętała, że po usłyszeniu historii męki i ukrzyżowania Chrystusa pięcioletnia wówczas Hiacynta mocno zapłakała. „Biedaczek nasz Pan” – mówiła szeptem, łkając. – „Ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”. Franciszek był typowym wiejskim chłopcem. Odważny i opanowany, niczego się nie bał. Lubił zabawy jaszczurkami i węzami, nocami wypuszczał się w odludne miejsca. Nie był specjalnie religijny, rzadko odmawiał różaniec. Gdy rozpoczęły się objawienia, zaczął bez przerwy się modlić i pościć. Kiedy zapraszano go do wspólnej zabawy, mówił: „Nie pamiętacie, że Matka Boska powiedziała, że muszę zmówić wiele cząstek Różańca? Myślę o Bogu, który jest tak bardzo smutny z powodu tylu grzechów. Gdybym mógł ofiarować mu trochę radości!”.

Choć były to malutkie dzieci, wszyscy troje postanowili pokutować. W upalne dni nie pili wody, oddawali swoje śniadanie dzieciom biedniejszym od siebie, nacierali ciało pokrzywami, a nawet, o czym po latach pisała siostra Łucja, obwiązywali się powrozami, raniąc ciało. Dzielnie znieśli pobyt w areszcie, w jakim zamknięto je w sierpniu 1917 roku. 23 grudnia 1918 roku Franciszek i Hiacynta ciężko zachorowali. W Europie szalała wówczas epidemia grypy zwanej hiszpanką. U dzieci wywiązały się powikłania. Franciszek zmarł 4 kwietnia 1919 roku w Aljustrelu. Hiacynta była kilkakrotnie operowana w lizbońskim szpitalu. W związku z jej osłabieniem stosowano tylko znieczulenie miejscowe. Cierpiała w milczeniu. O lekarzach – ateistach mówiła: „Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka”. Zmarła 20 lutego 1920 roku.

Źródło: Sebastian Duda, Dobry tydzień, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *