Yoko Ono Show

Znalezione obrazy dla zapytania yoko ono

Niewielu ją lubiło, wszyscy niedoceniali. Poza Johnem Lennonem, który w filigranowej Japonce dostrzegł artystyczny potencjał. Życie Yoko Ono, jak i małżeństwa były spektaklem jednej aktorki – egoistki, megalomanki, prowokatorki.

Yoko była trzykrotnie zamężna. Zaraz po college’u wyszła za mąż za japońskiego muzyka, gwiazdę sztuki eksperymentalnej. Tylko, że Toshi Ichiyanagi wolał mieszkać w Tokio, a ona – w Nowym Jorku. Widywali się, gdy mieli pieniądze na bilet. Czyli rzadko.

Nie zrobił na niej dobrego wrażenia. „O co w tym wszystkim chodzi?”, zapytał John Lennon japońską artystkę, wystawiającą swoje konceptualne dzieła w londyńskie galerii Indica. Po imprezie, na której wziął LDS, od trzech dni nie spał, nie mył się i nie golił. Właściciel galerii, John Dunbar, zaprosił go tu, mamiąc obietnica spotkania „pięknych, młodych ludzi, tarzających się po podłodze, ubranych tylko w worki na śmieci”. Zamiast nich była tu niska, rozczochrana dziewczyna. Ubrana tylko w czarną torbę. Dunbar namówił ją, aby podeszła się przywitać ze słynnym gościem. „Gdzie jest ta orgia?”, zapytał John. Podała mu kartkę z napisanym na niej słowem: „oddychaj”. Zaczął dyszeć jak zziajany pies. „Tak, dobrze to robię?”. Kobieta odwróciła się na pięcie i odeszła bez słowa. Co za irytujący dupek.

Tak opisał ich pierwsze spotkanie Peter Brown, dyrektor firmy zajmującej się managementem zespołu The Beatles, w swojej książce „The Love You Make”. Możliwe jednak, że było zupełnie inaczej.

W listopadzie 1966 roku Lennon pojawia się na wystawie „Nieskończone obrazy i projekty” w galerii Indica. Jeden z eksponatów wymaga od widza wspięcia się po drabinie do zawieszonego pod sufitem obrazu. Zaintrygowany wdrapał się na górę, wziął do ręki wiszącą na łańcuchu lupę i spojrzał na płótno. Mikroskopijnymi literkami napisano na nim „YES”. Rozbawiony prosi, aby przedstawiono mu autorkę instalacji, Yoko Ono. W czasach, kiedy wszyscy protestowali przeciwko wszystkiemu, jej spojrzenie na rzeczywistość było inne, świeże. Zakochali się w sobie bez pamięci – tak przynajmniej głosi jedna z wersji „legendy o Johnie i Yoko”.

Przed wojną państwo Ono mieli wszystko: tytuł szlachecki, majątek, służbę, rodowe pamiątki. Eisuke Ono, zamożny bankier, kursował między Tokio a Stanami Zjednoczonymi, a jego piękna żona z dwójką dzieci przenosiła się razem z nim. Starsza córka, Yoko, miała spełnić marzenia jego młodości i zostać pianistką. Uczyła się w ekskluzywnej prywatnej szkole. Mama, Isoko, dbała, aby jej córka spotykała się tylko z dziećmi z jej klasy społecznej. Zabraniała jej chodzić do kuchni i pokojów dla służby. „Któregoś dnia podsłuchałam jednak, jak niania z pokojówką rozmawiały o tym, jak ich znajoma rodziła dziecko. Naśladowały, jak krzyczała. Dotarło do mnie, że głos kobiety zawsze jest tłumiony. Ja postanowiłam wykrzyczeć te dźwięki całemu światu”, mówiła po latach Yoko, tłumacząc, dlaczego jej eksperymentalna muzyka pełna jest gardłowego wycia, skowytu.

W 1945 roku, po bombardowaniu Tokio, w którym zginęło ponad sto tysięcy ludzi, rodzina Ono uciekła na wieś. Uratowane pamiątki rodzinne – w tym miecz samurajski – matka pchała na taczkach. Przydały się, żeby wymienić je na jedzenie. Wiejskie dzieci śmiały się z dziewczynki i jej brata, Keisuke. Oto niedawni bogacze wymieniali maszynę do szycia za kilka kilo ryżu! „Tam nauczyła się, co to znaczy być outsiderką. Nie zabiegałam o niczyją akceptację, ale nie pozwoliłam się skrzywdzić. Robiłam swoje, żeby przeżyć”.

Rok później otworzono jej szkołę w Tokio i kontynuowała edukację. Jednym z jej kolegów był syn cesarza, książę Akihito. Po maturze, jako pierwsza kobieta w historii, została przyjęta na wydział filozofii prestiżowego Uniwersytetu Gakushuin. „Moja obecnośc tam naruszała dotychczasowy porządek społeczny”.

W patriarchalnej Japonii dusiła się. Zrezygnowała z nauki i dołączyła do rodziny, która rok wcześniej wyjechała do Nowego Jorku. Zapisała się do liberalnego college’u artystycznego. Rodzice poparli ten wybór, ale nie byli zachwyceni jej kontaktami z „niższą klasą” – muzykami, awangardowymi poetami i przedstawicielami nowojorskiej bohemy lat 50. Ci z początku traktowali Yoko jak egzotyczny element: była przecież Japonką, a do obywateli jej kraju, nawet dekadę po wojnie, Amerykanie żywili niechęć. Przyjęcie japońskiej artystki do ich grona było wyrazem modnego buntu przeciw konwenansom. Yoko nie była jak inne dziewczyny kręcące się wokół artystów. Nie narzucała nikomu własnego zdania. Siedziała z boku, słuchała. Zawsze mówiła wprost. Nie warto jej było też podrywać, bo… była mężatką. Po college’u wyszła za mąż za japońskiego muzyka, gwiazdę sztuki eksperymentalnej. Tylko, że Toshi Ichiyanagi wolał mieszkać w Tokio, a ona – w Nowym Jorku. Widywali się wtedy, kiedy stać ich było na bilety lotnicze, ale Yoko nigdy nie miała pieniędzy. Rodzice wrócili do Japonii, a wypierając się wyznawanych przez nich wartości, nie mogła liczyć na ich wsparcie. Dochody z pracy kelnerki, dozorczyni, a nawet nauczycielki japońskiego starczały tylko na przeżycie.

Ono, jak zawsze, nie starała się wkraść w niczyje łaski. Do spółki z muzykiem La Monte Youngiem wynajęła w dzielnicy Tribecca tani strych. Urządzali w nim performance, koncerty. Małżeństwo z Ichiyangi stawało się coraz większą fikcją – każde z nich od dawna prowadziło własne życie, a rzadkie spotkania skutkowały awanturami. W 1962 roku Yoko jedzie do Tokio sfinalizować rozwód i z ciężką depresją ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Jeden z jej nowojorskich przyjaciół, muzyk jazzowy Tony Cox, przemierza ocean i odwiedza ją na oddziale. „Wyciągnę cię stąd”, obiecuje. Pobierają się kilka miesięcy później, a rok po ślubie przychodzi na świat ich córka Kyoko, z którą wracają do Ameryki.

Yoko goni od projektu do projektu. Muzyka i performance to jej żywioły. „Poszukiwane są inteligentnie wyglądające tyłki. Właściciele nieinteligentnych proszeni są o nieaplikowanie”, brzmiało jej ogłoszenie, gdy szukała 365 chętnych do wystąpienia w jej filmie „Bottoms” (pupy). Na jednej z jej wystaw widzowie proszenie są o chodzenie po obrazach, aby swoimi śladami stworzyć nowe dzieła. W Londynie owinęła białym materiałem kamienne lwy na Trafalgar Square i przywiązała się do jednego z nich. Jeden z jej najsłynniejszych performance’ów nosi nazwę „Cut Piece”. Ono siedzi na środku Sali, ma na sobie swoje najlepsze ubranie. Widz może wziąć leżące obok nożyczki i odciąć kawałek jej stroju. Publiczność reaguje różnie: z zażenowaniem, agresywnie. „Zdarzało się, że ktoś – zawsze był to mężczyzna – odcinał mi od razu pół spódnicy. Jakby chciał mnie ukarać. Kobiety są łagodniejsze. Instynktownie rozumieją, że pokazuję to, jak manipuluje się kobiecym wizerunkiem, jak się nas „przycina na miarę”, opowiadała. Ona sama decyduje, kiedy przerwać wydarzenie. Za każdym razem jest niemal całkiem naga. Artystyczny światek Londynu przyjmuje ją z otwartymi ramionami. Ale do czasu. Co innego bowiem prezentować nowe artystyczne trendy zza oceanu, a co innego zawłaszczać sonie narodowy skarb. A takim jest dla Brytyjczyków John Lennon.

Znalezione obrazy dla zapytania yoko ono

Niezależnie od tego, która wersja ich pierwszego spotkania jest prawdziwa, John i Yoko nie mogli o sobie zapomnieć. Jej małżeństwo z Coxem dobiegało właśnie końca, choć oficjalny rozwód dostanie dopiero pięć lat później. On, żonaty z Cynthią, ojciec małego Juliana, przez jakiś czas starał się utrzymywać pozory. Na pytania żony, dlaczego ta Japonka dzwoni do nich do domu, odpowiadał, że „żebrze o pieniądze na swoje awangardowe bzdury”. „Żebrała” skutecznie, bo rok od ich pierwszego spotkania Lennon zasponsorował jej wystawę w londyńskiej galerii Lisson. Kilka miesięcy później, gdy jego żona z synem byli na wakacjach w Grecji, zaprosił Yoko do siebie. W ciągu jednego wieczoru nagrali materiał, który później wydali jako album „Two Virgins”. Cynthia wróciła do domu i zastała Yoko ubraną w jej szlafrok, pijącą z jej mężem herbatę. „O cześć”, przywitał ją Lennon.

„Oczywiście, że się wahałam, czy związać się z Johnem”, powiedziała Yoko w wywiadzie dla „Guardiana”. „Przerażało mnie jego otoczenie, fani. Wiedziałam, że mnie nienawidzą. Ale mieliśmy ze sobą zbyt wiele wspólnego: ja byłam z Tokio, on z Liverpoolu, a myśleliśmy dokładnie tak samo. Rozumiałam tę stronę jego artystycznej duszy, która do tej pory nie mogła dojść do głosu. On pozwolił mi być sobą, a ja jemu”.

Innego zdania byli fani The Beatles i brytyjska prasa. Ochrzciła ją przydomkiem „Lady Dragon” – azjatycka wiedźma, która rozbija kultowy zespół i korumpuje jego lidera. Krytykowano wszystko: ich cichy ślub w Gibraltarze, wspólne performance przeciwko wojnie w Wietnamie, który polegał na… leżeniu w łóżku, jej udział w nagraniach Beatlesów, ich muzyczne kolaboracje, jego poparcie dla feminizmu. Wytykano jej niekonwencjonalną urodę, to, jak się ubierała, brak makijażu, brak konformizmu. Gdy jej były mąż podczas procesu o opiekę nad ośmioletnią wtedy Kyoko zniknął z córką bez wieści, opinia publiczna doszła do wniosku, że Ono sobie na to zasłużyła. Yoko nie szczędziła pieniędzy na detektywów, ale nie była w stanie odnaleźć córki. Spotkała się z nią ponownie dopiero 23 lata później. Wyprowadzka z Johnem do Nowego Jorku i rozpad The Beatles przypieczętowały jej status czarownicy. Nic nie było w stanie go zmienić. Gdy przyszedł na świat jej syn Sean, oskarżano ją, że zrobiła z męża niańkę – choć to on zdecydował, że będzie opiekował się niemowlakiem. Gdy Lennon zginął zamordowany na progu Dakota Building, w którym mieszkali, pojawiły się głosy, że Ono, która była zaledwie kilkanaście metrów od niego, mogła przecież zapobiec tragedii. I dlaczego nie wyprowadziła się potem spod tego adresu? Mało tego, mieszka tam do dzisiaj! „Przez 40 lat byłam w oczach opinii publicznej wiedźmą. I pewnego dnia zdecydowałam, że skoro wszyscy mnie tak postrzegają, to rzeczywiście nią zostanę. Czyli będę głucha na krytykę i znów będę robić swoje. Akceptacja ma większą siłę niż gniew i agresja”, mówiła przy okazji występów na londyńskim Meltdown Festival, którego była kuratorką. ?”Czy przejmuję się krytyką? Gdybym się przejmowała, nie zajmowałabym się sztuką”, powiedziała kiedyś. „Prędzej czy później większość rozumie, co mam do powiedzenia. A nawet zaczynają myśleć tak jak ja”. Paulowi McCartneyowi zajęło to dużo czasu: dopiero kilka lat temu przyznał w wywiadzie, że Yoko nie była odpowiedzialna za rozpad The Beatles. Biografowie Lennona uznali też, że powinna mieć prawa autorskie do kilku z najsłynniejszych jego piosenek – w tym do „Imagine”, zainspirowanej jej książką „Grapefruit”. Wkład Yoko w nowoczesną sztukę został wreszcie doceniony: obsypano ją honorami, doktorantami, doczekała się wystaw retrospektywnych w USA i w Niemczech, dostała nagrodę na całokształt twórczości na weneckim Biennale.

Osiemdziesiąte urodziny świętowała na scenie. Jej Plastic Ono Band grał w Berlinie, a Yoko wiła się przed mikrofonem z energią nastolatki. Na widowni siedział jej syn Sean, który jest jej artystycznym doradcą i producentem, z gronem znajomych. Kilka miesięcy później wystąpiła na festiwalu w Glastonbury. Jeden z dziennikarzy muzycznych, zaszokowany jej energią, zapytał ją po koncercie, jakiej nowej muzyki słucha i czym się inspiruje. Wybuchnęła śmiechem. „Ja śpiewałam awangardę, zanim większość dzisiejszych muzyków przyszła na świat. To och zapytaj, kto pierwszy nie bał się kwiczeć na scenie, jak zarzynane prosię…”. Między wystawami, opieką nad schedą po Lennonie i nagrywanie płyt znajduje czas na kampanie społeczne. Przyznaje stypendia organizacjom działającym na rzecz pokoju, jest inicjatorką ruchu, który w USA protestuje przeciwko wydobyciom gazu łupkowego i związanej z tym dewastacji środowiska. U jej boku stanęły w tej sprawie takie gwiazdy, jak Susan Sarandon, Lady Gaga i Alec Baldwin. Na Instagramie śledzi ją ponad cztery i pół miliona. „Społeczeństwo mówi co, że gdy jesteś stara, musisz przejść na emeryturę. To bzdura. Nie żyjemy tylko śpiąc i jedząc – dla mnie sztuka i kampanie społeczne to powietrze, bez nich bym się udusiła. 80 lat? To nic strasznego. Jesteś mądra, znasz życie, mało co wyprowadza cię z równowagi. A przyszłośc dzieje się dziś. To wolność! Wiem, co mówię: smoki wiedzą wszystko, a ja przecież jestem Lady Dragon!”.

Podobny obraz

Źródło: Zuzanna O’Brien, Viva, Źródła zdjęć: [1] [2] [3]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *