Wielkie pranie

Podobny obraz

Czyszczenie odzieży zabierało Polakom siłę i czas. Odrobinę wolności dała im dopiero Frania.

Duże, dwa dni trwające pranie, męczy niezmiernie, wpływa źle na zdrowie i wytrąca kobietę na dłuższy czas z normalnego trybu pracy – donosił w 1953 roku tygodnik „Kobieta i Życie”. O podziale obowiązków nie było wtedy mowy. Kobiety prały, a panowie mieli się co najwyżej miej brudzić. Zwłaszcza, że częste moczenie koszul bardzo je niszczyło. Jak o nie dbać, radziły Polkom koleżanki radzieckie. Ich zdaniem, do prania białej bielizny potrzeba 12 dag ustruganego mydła i pełne 3 łyżki proszku do prania na 15 litrów wody. Całość należy zagotować i do wrzących mydlin wrzucić brudną bieliznę. Gotowało się ją jak zupę, przez godzinę, od czasu do czasu unosząc pokrywę i mieszając. Potem ubrania oczyszczano przy pomocy tary, a następnie płukano. Do ostatniego etapu dodawano krochmalu i niebieskie farbki. By żelazko nie przyklejało się do materiału, wlewano trochę mleka. Pranie stało się łatwiejsze, gdy pojawiła się pierwsza elektryczna pralka wirnikowa, Frania. Początkowo produkowano ją w Zakładach Metalowych w Kielcach wraz z motocyklami. Ekskluzywne egzemplarze miały wyżymaczkę elektryczną, pompkę opróżniającą zbiornik i podgrzewacz. Do tych zwykłych trzeba było od razu wlewać wodę o pożądanej temperaturze. Potem wsypywano do niej proszki: Popularny, Mewa, Bielux, Pollena czy bis lub płatki do prania. Nadal popularne było szare mydło. Frania rządziła w polskich domach do lat 70. Dziś jest najbardziej znanym i popularnym urządzeniem AGD z czasów PRL.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *