50 urodziny Cate Blanchett

Znalezione obrazy dla zapytania cate blanchett

Allen, Anderson,Branagh,Fincher,Haynes,Hallstrom,Howard,Inarritu, Jackson, Jarmusch, Levinston, Linklater,Malick,Mingella,Miyazaki, Newell,Raimi,, Scorsese, Spderbergh,Spielberg, Scott, Waititi,Wright – to tylko część reżyserów, z którymi w ciągu 20 lat pracowała Cate Blanchett. Aktorce jednak wciąż mało.

Kiedy miała dziewięć lat, pukała do drzwi sąsiadów na zielonym przedmieściu australijskiego Melbourne, by sprawdzić, czy na tyle przekonująco zagra dziewczynkę, która zgubiła psa, że wpuszczą ją do środka. To była jej pierwsza duża rola – publiczność stanowiła koleżanka ukryta w krzakach.

„Całe moje dzieciństwo na tym polegało: ktoś rzucał mi wyzwanie, a ja to robiłam” – wspominała w „New Yorkerze”. Była psotnicą, marzyła, żeby zagrać Lucy van Pelt, wygadaną, złośliwą i bardzo inteligentną bohaterkę komiksowych „Fistaszków” w musicalu „You’re a Good Man, Charlie Brown”. Beztroskie dzieciństwo spędzane ze starszym bratem i młodszą siostrą w domu uwielbiającej jazz nauczycielki i specjalisty od reklamy nie trwało długo. Gdy Cate miała dziesięć lat, jej ojciec, Amerykanin, który zakochał się w jej matce, gdy okręt wojenny na którym służył, zepsuł się w porcie w Melbourne, nagle zmarł. Miał zaledwie 40 lat. „Grałam na fortepianie, przemknął mi za oknem w drodze do pracy, pomachałam. Tego dnia miał zawał” – wspominała Blanchett. To, że się z ojcem nie pożegnała, prześladowało ją długo. Gdy już założyła własną rodzinę, zaczęła obsesyjnie pilnować, by mówić „do zobaczenia” albo „do widzenia”, przytulać się.

„Gdy ktoś umiera, otwierają się wszystkie portale. Pamiętasz dokładnie, kto był obok, co powiedział. Byliśmy w szpitalu. Mama poszła, by być przy odłączeniu taty od respiratora. Jej kolega z pracy, który został ze mną i rodzeństwem, machając nam przed oczami palcem, powiedział: Waszą mamę czeka bardzo ciężki czas, musicie być bardzo, bardzo dobrzy”. Miał wyłącznie dobro mojej matki na myśli i krztyny złych zamiarów, ale od tego momentu zaczęło mi towarzyszyć przekonanie, że musze być grzeczna, odpowiedzialna. Wzięłam jego słowa bardzo do siebie” – wspominała Blanchett w wywiadzie dla CNN. „Ale spokojnie – bywałam też bardzo, bardzo niegrzeczna” – zaśmiała się, widząc zatroskaną minę dziennikarki. Aby jakoś oswoić śmierć ojca, zaczęła oglądać horrory. Uwielbiała się bać. „Przyznawałam sobie medal, gdy udało mi się wysiedzieć całe „Halloween” – mówiła. Ta fascynacja została jej na długo. Rolę królowej elfów Galadrieli w trylogii „Władca pierścieni” Petera Jacksona przyjęła nie dlatego, że uwielbiała książki J.R.R. Tolkiena, ale dlatego, że uwielbiała horrory reżysera.

Nastoletnia Cate grała w szkolnych przedstawieniach, po szkole chodziła na zajęcia teatralne. Wszyscy wokół mówili o niej: „To ta dziewczynka, która będzie aktorką”.

„Występowanie było fajne, ale nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym z tego żyć. Uważałam, że najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, bo moja matka, samotnie wychowując trójkę dzieci, nigdy go nie miała. Sądziłam, że chcę robić coś bardziej praktycznego, więc postanowiłam studiować ekonomię i historię sztuki” – wspominała. Widziała się w galerii sztuki, ale aktorstwo było jej pisane. Po pierwszym roku studiów na University of Melbourne ruszyła w podróż po Europie, a w końcu wylądowała w Egipcie, gdzie skończyły jej się pieniądze. Wtedy znajomy z hotelu zapytał, czy nie chciałaby zostać statystką w filmie. I tak 20-letnia Cate trafiła na plan bokserskiego komediodramatu „Kaboria” Khairy’ego Beshary. Można ją zobaczyć w trzech scenach, w jednej z nich tańczy do tytułowej piosenki z filmu.

Po powrocie do Australii zapisała się na studia aktorskie w National Institute of Dramatic Art w Sydney. Wciąż nie miała pieniędzy, cieszyła się więc, gdy znalazła tani domek na przedmieściu. Potem, oglądając dokumentalny program kryminalny, ze zgrozą odkryła, że w jej domu, w jej pokoju, w łóżku, które stało dokładnie tam, gdzie jej łóżko, została zamordowana kobieta. Zagadka niskiego czynszu się wyjaśniła.

Najważniejsza rolą, jaką zagrała w szkole, była taka, której nawet nie dostała. Przygotowywała się do roli Klitajmestry w „Elektrze” Sofoklesa, gdy koleżanka wybrana do roli tytułowej zrezygnowała. Blanchett zajęła jej miejsce. Zagrała tak dobrze, że zainteresowało się nią i zaangażowało Sidney Theatre Company. Kilkanaście miesięcy później, podczas rozdania australijskich nagród teatralnych za rok 1993, dostała statuetkę dla Najlepszej Debiutantki za występ w spektaklu „Kafka tańczy” według Timothy’ego Daly’ego, a chwilę później także dla Najlepjszej Aktorki za występ u boku Geoffreya Rusha w „Oleannie” Davida Mameta. Była pierwszą osobą, której udało się coś takiego. Spotkanie z Rushem okazało się przełomowe. Blanchett nie potrafiła zrozumieć motywacji swojej bohaterki, na próbach histerycznie płakała. Starszy kolega przypomniał jej, że nie chodzi o nią i o to, co sama sądzi o swojej bohaterce, co zrobiłaby na jej miejscu, tylko o pracę. Że gra dla widzów, i to oni mają przeżywać, to oni mają wyciągać wnioski dla sienie. Tak zaczęła się jej droga świadomej artystki.

W 1997 roku do kin w Australii wszedł pierwszy film z Blanchett w roli głównej – romantyczna komedia „Dzięki Bogu poznał Lizzie”. Nie było w niej nic szczególnego poza tym, że na planie filmu aktorka poznała Andrew Uptona, o trzy lata starszego dramaturga i scenarzystę. Nie przypadki sobie do gustu. On uważał ją za zimną, ona jego – za aroganta. „Byliśmy trochę jak Beatrycze i Benedykt z „Wiele hałasu o nic” – śmieje się Bnalchett. Ale w końcu, grając w pokera po zakończeniu zdjęć, coś między nimi zaiskrzyło. Spędzili razem noc, potem kolejną, kilka tygodni później Upton poprosił ją o rękę.

„Nie mogłam się nie zgodzić. Byliśmy dokładnie w tym samym miejscu w tym samym czasie. Nigdy wcześniej mnie to nie spotkało. To był odważny skok, ale nie skakałam sama” – mówi. Podjąć decyzję o skoku w przyszłość pomogło jej to, że znalazła kogoś, z kim mogła dzielić nie tylko domowe, ale też artystyczne życie. Upton podsumował to prościej: „Kiedy spotykasz kogoś, kto cię rozumie, robisz „O!”. Pobrali się, zaraz potem Blanchett poleciała do Anglii na plan filmu, po którym cały świat poznał jej nazwisko. Spędziła trzy miesiące z dala od świeżo poślubionego męża i przyrzekła sobie nigdy więcej tego błędu nie powtórzyć. Przez kolejne dwie dekady jeździli we dwoje, a później także z dziećmi.

Znalezione obrazy dla zapytania cate blanchett elizabeth

Zanim Cate Blanchett została obsadzona jako Elżbieta I w wystawnym filmie Shekara Kapura „Elizabeth”, jej agent był już mocno spanikowany. Jego podopieczna skończyła 25 lat, a na koncie miała zaledwie trzy filmowe role. „Nie interesowało mnie budowanie kariery, ale doświadczenia, przeżycia. Jak miałam 17 lat, powiedziałam sobie, że chcę pracować z ludźmi, których podziwiam i chcę zdobyć szacunek moich rówieśników” – mówi. Elżbieta ją jednak pociągała, szczególnie że reżysera interesowała złożoność bohaterki, a nie oddanie historycznych faktów. Blanchett śmieje się, że na planie u Kapura zrozumiała, że nie kręci filmów dokumentalnych. Odkryła też, jak wielkim mitem jest opinia, że granie w filmach jest łatwiejsze niż granie w teatrze, bo można robić duble w nieskończoność.

„W teatrze, podczas prób do nowego przedstawienia, zawsze w trzecim tygodniu przychodzi kryzys. W filmie może się on zdarzyć już w trzeciej scenie, nawet w trzecim ujęciu” – mówi. I dodaje: „Film to po prostu zupełnie inne medium. Uwielbiam na przykład współpracować z kostiumografami, bo w kinie możesz pokazać postać przez sukienkę, torebkę, czy buty. W Blue Jasmine ubrania pokazywały upadek mojej bohaterki. Kiedy mogę połączyć torebkę Birkin z podróbką swetra Chanel z Walmartu, odsłaniam moją postać, a nie muszę grać jej emocji” – wyjaśnia. Choć zapewne dla mniej modowo wyrobionej widowni bardziej czytelnym świadectwem upadku jej bohaterki w filmie Allena są wielkie plamy potu pod pachami.

„Elizabeth” przyniosła Blanchett pierwszą z nominacji do Oscara. Zbliżająca się do trzydziestki teatralna aktorka z Australii znienacka znalazła się wśród hollywoodzkich gwiazd na czerwonym dywanie. Pasowała tam doskonale. Na swoją pierwszą oscarową ceremonię wybrała suknię od Johna Galliano, która od frontu wyglądała niewinnie, ale na plecach miała sięgający pośladków dekolt delikatnie tylko przykryty kwiatowym haftem. Nie zdobyła statuetki, ale zdobyła uznanie świata mody. Dziś jest prawdziwą ikoną. Na co dzień ubiera się sama, lubi męskie kroje i męskie buty, bo – jak mówi – w nich chodzi się szybciej. Stroje na specjalne okazje pomaga jej dobrać Elizabeth Stewart, wielokrotnie uznawana stylistka w Hollywood.

Podobny obraz

Po „Elizabeth” sypały się kolejne propozycje. Wybory aktorki mogły jednak dziwić – decydowała się na role drugoplanowe w filmach tak różnych, jak ekranizacja XIX-wiecznej komedii Oscara Wilde’a, czarna komedia o kontrolerach ruchu lotniczego, „Utalentowany pan Ripley”, thriller o kobiecie mającej zdolności parapsychiczne, czy „Kroniki portowe”. „Wybierałam role, które mnie intrygowały, ciekawiły, były wyzwaniem. Umieram na stronie 9? Nieważne, nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiłam i chcę spróbować” – mówi. Aby być bliżej filmowego świata, zamieszkała z Uptonem w Anglii, tutaj urodzili się dwaj jej synowie – Dashiell i Roman. W międzyczasie Blanchett spędziła trochę czasu w Nowej Zelandii na planie „Władcy pierścieni”, z którego przywiozła swoje elfie uszy, które mąż zaniósł do pobrązowienia. Uznała, że musi zwolnić, wrócić do Sydney, kupić dom.
„Tempo, w jakim pracowałam, zakrawało o kanibalizm własnej kreatywności” – mówi.

Znalezione obrazy dla zapytania cate blanchett lord of the rings

Ale i tak w 2005 roku dostała Oscara za własną interpretację postaci legendy Hollywood Katherine Hepburn w „Aviatorze”. Dwa lata później znów była nominowana za rolę znudzonej angielskiej nauczycielki, która uwodzi 15-letniego ucznia w „Notatkach o skandalu”, rok później była już nominowana dwukrotnie – za powrót do roli Elżbiety I w „Elizabeth: Złoty wiek” i za wcielenie się w jedną z wersji Boba Dylana w filmie „I’m Not There. Jestem gdzie indziej”.

Jako amerykański bard była cudownie bezczelna i intrygująco androgeniczna. Ale Akademia nie miała odwagi, by ją nagrodzić. Błąd naprawiono w 2014 roku, wręczając Blanchett Oscara dla najlepszej aktorki za rolę tytułową w filmie „Blue Jasmine”. Wymyślona przez Woody’ego Allena współczesna Blanche DuBois w interpretacji aktorki była studium kobiety w trakcie emocjonalnego rozpadu. Film jak zwykle u Allena zrobiony za grosze, zarobił prawie 100 mln dolarów. Dziękując za wyróżnienie, Blanchett nie zawahała się skrytykować bossów z przemysłu filmowego, mówiąc, że filmy z kobietami i o kobietach są niszowe, widzowie chcą je oglądać i one zarabiają, więc: „Uwaga, ludzie, Ziemia jest okrągła!” – zakończyła ironicznie.

Oscara za „Aviatora” podarowała Australian Centre for the Moving Image w Melbourne. Ten za „Blue Jasmine” stoi u niej w domu. Mówi, że się go nie spodziewała, i jest jedną z niewielu osób mających cokolwiek wspólnego z Hollywood, którym się wierzy.

Obsypywana nagrodami wszechstronna aktorka, która nie boi się ryzyka i której ulubionym słowem, gdy chodzi o jej zawód, jest „płynność”. Od 20 lat kochająca żona. Matka czwórki dzieci (trzech chłopców i adoptowanej córeczki), która mówi, że nie jest kumpelką, tylko rodzicem. Ikona stylu. Działaczka humanitarna. Patronka licznych instytucji kulturalnych. Ukochana córka Australii, nagrodzona najwyższym odznaczeniem – Orderem Australii. Czyż Cate Blanchett nie jest chodzącym ideałem?

„Nie, bez przerwy odpadają mi kółka” – mówi zdecydowanie. Czyli jeszcze też ma dystans do siebie!

Źródło: Wysokie obcasy Grudzień 2017, Źródła zdjęć: [1] [2] [3] [4]

Jedna myśl nt. „50 urodziny Cate Blanchett

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *