18 rocznica zamachów na WTC. Czy atak zorganizowali Amerykanie?

Znalezione obrazy dla zapytania 11 września

W wyniku ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku na Pentagon i wieże World Trade Center zginęło 2976 osób. Wojny rozpętane potem 2,5 mln ludzi. Francesco Cossiga, były prezydent Włoch, wypowiedział głośno zdanie, które wielu polityków powiela po cichu: „Wszystkie służby specjalne w Ameryce i Europie wiedziały dobrze, że ataki zostały zaplanowane i wykonane nie przez Al-Kaidę, ale przez grupy, którym zależało na wojnie z Afganistanem i Irakiem”. Czy zamachy z 11 września to plan administracji Busha?

Operacja mająca wyglądać na terrorystyczną miała być majstersztykiem. Ewentualne niedociągnięcia, jak sądzono, zostaną niezauważone z powodu szoku. Ale ledwie opadła chmura pyłu nad Manhattanem, a nawet jeszcze zanim to się stało, do głosu doszły różne wątpliwości. Teorie spiskowe bardzo rzadko popierają specjalności, naukowcy i osoby piastujące wysokie stanowiska w instytucjach państwowych. W przypadku zamachu na WTC i Pentagon jest inaczej, bo liczba dowodów, świadczących o tym, że chodzi o bezprzykładne oszustwo, jest porażająca.

Pierwszym sygnałem, że coś się nie zgadza, by widok samolotu wbijającego się w południową wieżę. Tysiące ludzi na ulicach gotowe było przysiąc, że był to dużym ciemnoszary samolot wojskowy niemający żadnych oznaczeń ani emblematów. Są na to dowody w postaci filmów nakręconych zarówno profesjonalnymi kamerami stacji telewizyjnych, jak i telefonami komórkowymi. Nie ma żadnych wątpliwości, że kolejną maszyną, która uderzyła w WTC, nie był samolot rejsowy. To nie porwany samolot uderzył w drugą z wież. Świadkowie na gorąco mówili do mikrofonów podsuniętych przez dziennikarzy: „To nie samolot pasażerski! „Wielki, szary, militarny!” „Wojskowy samolot albo wielki dron”, „Nie miał logo”, „To była ogromna wojskowa maszyna!”, „Nie ma linii lotniczych z takimi samolotami”.

Tymczasem media informowały, że o drugą z wież rozbił się porwany rejsowy samolot – lot 175. Ale świadkowie wiedzieli już, że to jedno wielkie „bullshit”, czyli oględnie mówiąc – bzdura. W ciągu kolejnych dni amerykańskiemu społeczeństwu i światowej opinii publicznej usiłowano wmówić, że służby specjalne w iście ekspresowym tempie poznały tożsamość porywaczy. Wydarzył się też cud: paszport jednego z nich znaleziono w gruzach u podnóża wieży! Kawałek plastiku rzekomo ocalał z wybuchu, po czym poszybował w dół, żeby „dać świadectwo prawdzie”. Dziennikarskie dochodzenia ustaliły, że siedmiu mężczyzn, spośród 19 samobójców, którzy mieli rzekomo uprowadzić cztery samoloty i dokonać zamachu 11 września, nadal żyje i nie ma nic wspólnego z tym, co stało się 11 września 2001 r. Dla rządowych śledczych, którzy ich wytypowali, istotne były jedynie ich związki z Al – Kaidą, organizacją terrorystyczną saudyjskiego milionera Osamy bin Ladena, którą amerykański rząd oskarżył o zamach.

Pytanie, które nurtuje wielu specjalistów od konstrukcji wieżowców, brzmi: jak to możliwe, że wieże zawaliły się kompletnie w ciągu kilkudziesięciu minut od uderzenia? Kierownik działu konstrukcji WTC powiedział a telewizji niedługo przed 11 września, że uderzenie samolotu w wieżę spowodowałoby taki efekt jak ołówek wbijający się w moskitierę. Zapewniał, że konstrukcja budynków wytrzymałaby uderzenie wielu samolotów.

Według oficjalnej wersji budynki zawaliły się w wyniku bardzo wysokiej temperatury spalonego paliwa. Jednak sądząc z wybuchów przy zderzeniu, cała nafta z samolotów wypaliła się natychmiast. Na podstawie przebiegu katastrofy liczni eksperci sądzą, że budynki (nie tylko wieża północna i południowa, ale też wieżowiec WTC7, który również runął) zostały wyburzone w sposób kontrolowany poprzez zdalne odpalenie ładunków umieszczonych wcześniej w konstrukcji. O sekwencjach wybuchów mówili ci, którzy przeżyli zamach. A także świadkowie obserwujący gmachy z pewnej odległości, którzy zauważali ogień eksplozji na piętrach nienaruszonych przez samoloty. Takie detonacje są także wyraźnie widoczne na nagraniach wideo. Agenci federalni, którzy również słyszeli wybuchy, na początku potwierdzali, że materiały wybuchowe musiały zostać podłożone w miejscach innych niż te, w które uderzyły samoloty. Jednak trudno byłoby utrzymać im tezę, że terroryści buszowali w strzeżonych gmachach przed zamachem, podkładając bomby.

Oficjalna linia zaczęła więc zaprzeczać kontrolowanym wybuchom, na rzecz spontanicznych wybuchów paliwa samolotowego. Zachowały się jednak nagrania z apokaliptycznego 11 września, na których strażacy ratujący ludzi swój sztab informując o kolejnych eksplozjach. Zachowało się nawet nagranie, w którym strażak sygnalizuje eksplozje na kolejnych piętrach jednej z wież, następujące tuż przed zawaleniem się kolejnych kondygnacji. To niemal książkowy przykład kontrolowanego wyburzania – orzekli specjaliści, nie tylko amerykańscy. Budynki mające 110 pięter runęły w czasie 8,5 sekundy. W oficjalnym raporcie fakty dotyczące eksplozji w wieżach zostały wytłumaczone w sposób wzbudzający wiele wątpliwości u specjalistów. Po latach członkowie komisji przyznali, że zdają sobie sprawę z fatalnej jakości raportu, ale wiele zawartych w nim wyjaśnień to skutek silnych nacisków ze strony polityków. Jeden z ekspertów stwierdził: „Republikanie bali się, że wskażemy prawdziwego winnego w trakcie kampanii prezydenckiej…”

Rząd chciał jednak w tej sprawie zatuszować znacznie więcej faktów. Zastanawiające jest postępowanie tuż po ataku Dowództwa Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej (NORAD). Cztery porwane samoloty latały bezkarnie nad terytorium Stanów Zjednoczonych przez ponad godzinę, nieprzechwytywane przez myśliwce. Co dziwne, akurat tego dnia NORAD przeprowadzał ćwiczenia, rozsyłając samoloty w odległe części USA. Rejony Nowego Jorku i Waszyngtonu pozostały praktycznie bez obrony.

Ogromne wątpliwości budzi też lot 77 i uderzenie w Pentagon 11 września o godzinie 9.38. Zginęły wtedy 64 osoby na pokładzie samolotu i 125 osób personelu budynku. Pilot (Hani Hanjour), posiadający jednie podstawowe umiejętności pilotażu cessny, wykonał nagły zwrot ogromnym boeingiem, z jednoczesnym opadaniem przy prędkości 850 km/h. Russ Wittenberg, pilot wojskowy American Airlines, publicznie zakwestionował, że tym, co uderzyło w Pentagon, był samolot. Tezę tę poparło wielu pilotów i specjalistów od wypadków lotniczych. Danielle O’Brien, kontrolerka lotów na waszyngtońskim lotnisku w Dulles, powiedziała, że prędkość, zwrotność i wykonane manewry nie pasowały do samolotu pasażerskiego, tylko wojskowego, a najbardziej rakiety. Na miejscu uderzenia nie znaleziono samolotu. Oficjalna wersja podaje, że wyparował w wyniku wysokiej temperatury płonącego paliwa. Jeden ocalały silnik nie był silnikiem boeinga 757. Eksperci zidentyfikowali go jako pochodzący z odrzutowego JT8D, wykorzystywanego w myśliwcu A3 Skywarrior, należącym do sił powietrznych USA. Nie znaleziono szczątków kadłuba ani bagaży, a mimo to zidentyfikowano ciała wszystkich członków załogi. Okolice Pentagonu są naszpikowane kamerami przemysłowymi. FBI skonfiskowało jednak natychmiast wszystkie zapisy z kamer, które uwieczniły zdarzenie. Większość niezależnych ekspertów lotnictwa uważa, że w ścianę kompleksu trafił pocisk rakietowy. Wielu świadków, którzy pracowali w Pentagonie, mówiło, że po uderzeniu wyraźnie czuło zapach kordytu – prochu używanego w rakietach jako materiał miotający.

Źródło: Teorie spiskowe, które wstrząsnęły światem 5/2017, Źródło zdjęcia [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *