76 lat temu zmarł Eugeniusz Bodo

Rodzice Bodzia, bo tak nazywali swojego syna Eugeniusza Bohdana, bardzo kłócili się o jego przyszłość.

Matka chciała, żeby pilnie się uczył, dostał do najlepszych szkół i poszedł na studia medyczne, miał dobre płatny zawód i pozycję społeczną. Marzyła, że zostanie lekarzem, jak jej koledzy z pracy. Jadwiga Anna Dorota z Dylewskich Junod była pielęgniarką i miała surowe zasady moralne.

Ojca zaś cieszyły amatorskie występy chłopca. Teodor Junod zajmował się prowadzeniem objazdowych teatrzyków i kabaretów. A jego synek sam przygotował numer sceniczny, zatytułowany „10-letni kowboj Bodo – cudowne dziecko XX wieku”. Wywijając lassem, strzelał z kolta, tańczył oraz bardzo ładnie śpiewał „Yankee Doodle”. Widownia Teatru Iluzji Urania, który należał do Teodora Junoda, szalała na jego punkcie, wiwatowała i biła brawo na stojąco!

Sukcesy dziecka podgrzewały emocje. Domowe kłótnie o jego przyszłość zakończyły się rozwodem. Matka wyjechała za granicę, a ojciec zajął się wychowaniem syna, namawiając, by został… prawnikiem! Czy mógłby chcieć lepszego losu dla syna?

W 1916 roku 17-letni wówczas Bodzio niespodziewanie rzucił naukę w łódzkiej szkole handlowej i uciekł do Poznania. W tamtejszym teatrze Apollo zatrudnił się jako… bileter. Marzenie o prawdziwej karierze scenicznej przybrało na mocy. Tak zaczyna się akcja najnowszego filmu pod tytułem „Bodo”…

Kilka lat później, już jako Eugeniusz Bodo, uwielbiany przez kobiety gwiazdor kina znalazł się u szczytu sławy i może mówić o spełnieniu marzeń. Właśnie podpisał kontrakt z wytwórnią w Hollywood, dokąd chce wyjechać z miłością swojego życia. Jego plany pokrzyżował wybuch II wojny światowej.

Co wydarzy się w życiu człowieka niewiarygodnie wielu talentów? Bo przecież umiał dosłownie wszystko! Zajmował się nie tylko aktorstwem, ale także reżyserowaniem i produkcją filmów. Z upodobaniem grywał w brydża i bilard, kolekcjonował znaczki, świetnie pływał i jeździł na nartach. Z Lodą Halamą chodził na treningi szermierki i boksu, i… wyszywał makatki.

„Jak nikt potrafił połączyć na scenie śpiew, taniec i grę aktorską z wyjątkową sprawnością fizyczną. No i cały czas piął się w górę” – pisał w biografii Bodo Ryszard Wolański.

Ale we wspinaczce aktor zaliczał upadki. Jednym z nich była śmierć przyjaciela. Bodo miał 30 lat, gdy prowadził dopiero co kupionego chevroleta. Koło Łowicza spowodował wypadek, w którym na miejscu zginął Witold Roland, zostawiając w rozpaczy żonę z maleńkim dzieckiem. Podczas śledztwa okazało się, że Bodo był pod wpływem alkoholu. Skazany na 6 miesięcy więzienia, aktor do końca życia żył z poczuciem winy. Nigdy więcej nie pił.

Zawsze uważał się za Polaka, choć urodził się w Genewie i zarejestrowany był tam przez ojca jako obywatel Szwajcarii. W najtrudniejszej chwili życia, w rosyjskim łagrze, miał nadzieję, że niepolski paszport uratuje mu życie. Ale oskarżony o szpiegostwo, nie wrócił do domu. Prawdę o strasznej śmierci ujawniono po latach.

Źródło: MD, Rewia, Zdjęcie pochodzi ze strony m.interia.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 32 = 37